Tenis – sport dla pracujących czy dla wszystkich?

Mam nadzieję, że ostatnim wpisem zachęciłem was trochę do zainteresowania się tenisem. Teraz, chciałbym pociągnąć temat. Robię to z bólem. Z bólem, gdyż w ostatni weekend zagrałem po dłuższej przerwie i przeciążyłem sobie łokieć. Dokładniej to mięśnie, a jeszcze dokładniej to tzw. prostowniki nadgarstka (to te mięśnie co łączą dłoń z łokciem..czujecie je, gdy wyginacie nadgarstek do góry, a znajdują się przy łokciu). Nieważne. Ważne, że muszę przykładać lód (stan zapalny) oraz smarować się śmierdzącym kremem. Ale ile miałem frajdy! Najpierw godzinka z Anią, a potem druga z Kostkiem. Chyba za dużo jak na mój wiek 🙂 Nie zniechęciło mnie to jednak i za tydzień wracam na kort. Ciągle pamiętam czasy juniorskie, gdy trenowałem wyczynowo i celem było bycie najlepszym. Swoją drogą, wiele się zmieniło od tamtych czasów. Nie można nazwać tego modą, jak w przypadku joggingu (czy też w ogóle biegania), crossfitu, czy jazdy na rowerze. Jednak widzę jak ten sport się rozwinął, chociaż amatorsko. Pamiętam czasy gdy przyjeżdżałem na turnieje do Warszawy. Wtedy, znane były raczej takie kluby jak Mera, Legia i Warszawianka. Było parę mniejszych klubów, jednak większość zawodników wywodziła się właśnie z tych trzech klubów. A teraz? Kortów jest cała masa. Oprócz wyżej wymienionych, jest wiele klubów i klubików, praktycznie w każdej dzielnicy. Co weekend organizowane są turnieje amatorskie pod szyldem Grand Prix Warszawy, na różnych obiektach. Jest więc gdzie i z kim grać.

Jest wiele „ludzi pracujących” (tak jak Iza czy ja), poszukujących po pracy różnych form aktywności fizycznej, czy to w fitness klubach, czy w sportach walki, czy cross fit’ach.  Mocno zachęcam jednak, aby  zastanowić się nad tenisem, bo to sport, który rozwija. Po co w ogóle zabierać się za tenis? Szansa zostania drugą Radwańską lub jej męskim odpowiednikiem, jest (co tu dużo gadać), dość mała. A co dopiero jak jesteśmy dorośli. Ale tenis to sport, który naprawdę wiele naucza (o tym w poprzednim wpisie: TUTAJ) i daje wiele satysfakcji. Jest bardzo wszechstronny jeżeli chodzi o sam aspekt fizyczny. Nie tylko ćwiczymy kondycję czy krótkie sprinty, ale również technikę gry oraz naszą psychikę. Do tego, umawiamy się w klubie tenisowym, gdzie możemy zagrać na świeżym powietrzu a potem odpocząć pod parasolami przy piwku 🙂 Tenis jest więc świetną okazją do spotkań towarzyskich  (nie tylko nasz partner/partnerka do gry, ale też inni klubowicze). Dodatkowo, to też jeden z bardziej popularnych tzw. „sportów biznesowych” (jest jeszcze kitesurfing czy golf…ale matko jedyna…ile można walić piłeczkę kijkiem na 100 metrów a potem iść z nią żeby odbić ją kolejny raz…). Spotykasz się z klientami lub partnerami biznesowymi w celach towarzyskich? (jaaaasne..to też po części spotkanie biznesowe, prawda?) To tenis kapitalnie się do tego nadaje.

No dobra. Powiecie, że to sport elitarny, drogi. Tak? To porównajcie sobie to z wydatkami jakie ponosi początkujący biegacz (na buty, strój, dres, koszulki, jakieś opaski, zegarek itd.). Ile potrzeba wydać, żeby zacząć grać w tenisa? Przedstawiam wam opcję tanią:

Rakieta (z naciągiem): 100zł – 200zł – zgadza się. Jako amator nie potrzebujesz rakiety za pięć czy sześć stów, tylko dlatego, że kolega taką ma.

Buty: 100zł – 200zł – j.w

Koszulka, spodenki, skarpetki: 200zł.

Tyle jeżeli chodzi o sprzęt. Wydasz 400zł – 500zł i możesz zaczynać. Czy to dużo? Niektórzy początkujący biegacze wydają tyle na same buty (tak, muszą być dopasowane takie hiper duper bomba…). Największe koszty grania w tenisa to jednak wynajem kortów i trenera. Ceny za godzinny wynajem kortu wahają się w warszawie od 25zł do 70zł (korty otwarte, w lato. W zimie cena skacze do 100zł). Oczywiście, trzeba trochę poszperać w internecie i znaleźć klub, który znajduje się w miarę rozsądnym miejscu dla nas i za rozsądną cenę. Droższy jest wynajem trenera. Jeżeli ma przeszłość tenisową i sukcesy zawodnicze to będzie kasował pewnie od 70zł wzwyż za godzinę. Można jednak zrzucić się z kumplem/kumpelą, prawda? Można też wykupić pakiet zajęć, które oferuje wiele klubów. Jest jeszcze koszt piłek tenisowych (20zł-40zł za 4 piłki). Jak gramy amatorsko to nam starczy na parę dobrych godzin gry. Gdy gramy z trenerem, to on ma swój własny kosz piłek). Również, gdy pękną nam struny w rakiecie, musimy liczyć się wydatkiem ok. 50zł (za nowy naciąg plus naciągnięcie).

Jak widzicie, koszty gry w tenisa rosną im częściej gracie. Ale nikt przecież nie mówi, że macie zaraz trenować cztery razy w tygodniu. Pomyślcie sobie jednak tak: ile kasy wydajecie na jakieś pierdoły w skali miesiąca? Może te kasę przeznaczyć na coś fajnego? Coś co może stać się waszym nowym hobby? Myślę, że moglibyście spróbować 🙂

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂

 

Grafika: zdjęcie prywatne