Tak oto jest mieć trójkę dzieci

Zawsze chciałam mieć gromadkę dzieci. Trzy sztuki wydawały się optymalną liczbą, ale już trzy ciąże nie jawiły mi się jako atrakcyjna wizja nadchodzącej, nadal zawodowo aktywnej przyszłości. Warto jednak wiedzieć, że

Chcieć to móc

ma w zwyczaju się sprawdzać. Za drugim rozdaniem okazało się bowiem, że będzie bliźniaczy cyrk. Ciąż więc przeszłam dwie, dzieci mam trójkę. Chcieć to móc. Dzisiaj Jasiek ma 6 lat, a dziewczyny nieco ponad 2 lata. Nasi bezdzietni znajomi lub ci z jedną sztuką, pytają często z zaciekawieniem i lekką nutą przerażenia jak to jest mieć aż tyle dzieci. No właśnie, jak to jest? Przychodzi moment, w którym po raz pierwszy to podsumuję. A Ty dowiesz się całej prawdy.

Od rana zabiegana
Dzień zaczyna się wcześnie, z trójką raczej nie pośpisz. Imprezowanie trzeba rozsądnie planować, żeby być w stanie wstać “z kurami” lub przynajmniej wypełznąć z łóżka. Pobudka o 8:00 to luksus, zdarza się średnio dwa razy do roku. Pobudka o 7:00 to komfort. Pobudka o 6:00 to proza codzienności. Ta niemiła niespodzianka o 5:00 zdarza się już sporadycznie, ale nigdy nie wiesz kiedy Cię trafi! Rano trzeba zrobić mleko najmłodszym pisklakom, ubrać je, przebrać jedną z dziewczynek już za pół godziny, bo nie zdążyła oświadczyć potrzeby wizyty w toalecie na czas, drugą na ogół przebieram za kolejne pół godziny. W międzyczasie zwlekam sześciolatka z łóżka, przekonując go że warto wybrać się do przedszkola uprzednio założywszy ubranie i umywszy zęby (los się do nas uśmiechnął i śniadanie załatwia już przedszkole). Z moim sześciolatkiem jest o tyle ciekawie, że jego nieustająca pasja do tworzenia kosmicznych LEGO-konstrukcji skutecznie hamuje nam prędkość poranka.

Jasiek, ubierz się, …. (=> 5 min), Jasiek czy już założyłeś spodnie? … (=> 3 min) Ok, fajnie że masz spodnie, ale załóż jeszcze skarpety. … (=> 5 min) No super, że masz skarpety, ale dlaczego z Twoich nóg zniknęły spodnie?!?! [hmm, nie wiem] To, idź i się dowiedz, a następnie niech wrócą na Twoje nogi … (=> 5 min) Zostaw to LEGO i chodź myć zęby. … (=> 3 min) itd. itd.

Po godzinie udaje mi się wyprowadzić towarzystwo na prostą i wskoczyć w strój praco-codzienności. Plusem zgrai jest to, że już nie spędzam bezpowrotnie utraconych minut i godzin na tapetowanie i kolorowanie twarzy, dobieranie strojów do nastroju, a może nastroju do strojów (kto tam wie jak to było, już nie pamiętam). Zgraja oduczyła mnie tych niekończących się rytuałów, wszystko jest na szybkości i odpowiada mi, bo dzień zaczynam z energią.

Etatowy relaks
Od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00 – 17:00 – prawdziwy relaks. Praca pochłania mnie całkowicie, szybkość poranka przekłada się na efektywność działania w ciągu dnia! Skupienie na życiu zawodowym i odskocznia od życia domowego są metodą na to całe szaleństwo. Dzieciaki są cudowne, ale dobrze jest mieć wentyl. Dla mnie jest nim praca. Wracam do domu pełna energii i chęci do wariactw z maluchami. Mamy dla siebie niewiele czasu zanim pójdą spać, ale coś za coś. Sztuka szczęścia z małym trio to sztuka świadomych wyborów i sztuka pielęgnowania szczypty egoizmu, aby nie zatracić się w rodzicielskim poświęceniu zapomniawszy o sobie.

Wieczorne ufff
Wieczory to porcja najlepszej energii, którą otrzymuję każdego dnia. To reset od pracy i wszelkich problemów. To najlepsza metoda na oddzielenie życia zawodowego od prywatnego. Kiedy dzieciaki zasypiają, ja mam już głowę czystą od codziennych trosk i zaczynam kilka godzin dbania o kondycję psychiczną, fizyczną, a czasem siadam ponownie do pracy z zupełnie inną energią niż jeszcze o 17:00. Wieczór do dla nas rodziców świętość, to sfera, w której dzieci nie ma. To czas dla nas i tu się liczy dyscyplina. Ona jest gwarancją naszej rodzinnej równowagi i satysfakcji.

To nie koniec …
Kładę się spać około północy z nadzieją, że pośpię do rana. To często płonne nadzieje, które już po trzydziestu minutach życie boleśnie weryfikuje …

Mamaaaaaa, buuuuu, Mamaaaaaaaa
[wstać czy nie wstać, może zaśnie]
Maaaamaaaaa, buuuu, Mama!
[może zaśnie ….]
Mamaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!
[nie zaśnie 🙁 ] … człap człap człap

Z trójką małych dzieci już tak jest, że cała noc przespana, to sukces. A sukcesami jak wiadomo, życie nie jest usłane. Regularnie więc nie dosypiam licząc, że dzieci w końcu podrosną i niebawem się to skończy.

Rzeczywistość gila
Trójka dzieci to częste przeziębienia, żeby nie powiedzieć – nieustanne. To wyjątkowo rozbudowany efekt domino, w ramach którego czasem pierwsze chorujące zdrowieje, po czym zaraża się od trzeciego chorującego. Do tego dodaj rodziców, babcię, nianię i jest mniej więcej obraz tej wirusowo-bakteryjnej rozpaczy. Co jeśli wiru(s)yfa przywlecze do domu rodzic? To proste! Ma kwarantannę! Tkwi w sypialni jak kanarek w klatce, a do toalety przemyka niczym zjawa. Kwarantanna czasem się opłaca, czasem nie. Wiru(s)yf eksploduje niczym atomówka i wszyscy są załatwieni. Całe szczęście im dzieci starsze, tym wszyscy mamy nieco lepszą odporność, więc jest szansa, że czeka nas zdrowotnie świetlana przyszłość. Z drugiej strony te gile, gorączka i marudy są mini-problemem, gdy się ma świadomość że to tylko generalnie zdrowe, a po prostu lekko przeziębione dzieci. Brak poważnych chorób to arcy szczęście, a z gilem da się żyć.

Logis(akroba)tyka
Nasza codzienność wymaga planu – planu na kupowanie spożywki, planu na organizację rozrywki, planu na liczbę i skład posiłków, na szczepienia i wszelkie życiowe udogodnienia. Przy tym małym i wciąż rosnącym trio ważny jest też plan zaopatrywania szaf w coraz to większe fatałaszki. O tym jak nie wydawać majątku na dzieci (tylko na siebie ;)), napiszę już niebawem. Koszty kosztami, ale cały proces wymiany ubrań, ich segregowania na zbyt małe i jeszcze dobre, na te “po Jaśku, dla dziewczyn” i “po Jaśku, napewno nie dla dziewczyn, bo ich nie będą łaskawe założyć” jest czasochłonny. Do wszystkich tych nudnych, rutynowych i przyziemnych procesów należy podchodzić huraganowo. Szybko, sprawnie, jakościowo dobrze, ale nie za dobrze. Kluczem jest oszczędność czasu, energii i utrzymywanie dobrego nastroju.

Związki zawodowe … rodziców
Przy trójce szkrabów dobrze jest zawiązać “związek zawodowy” rodziców, czyli trzymać rodzicielską sztamę. Dlaczego? Dlatego, żeby dbać o ochronę interesów rodziców, o życie wieczorne, o zainteresowania, relaks i o wspólną linię wychowywania tej zgrai, z której chcemy być przecież dumni. To też ważne dla związku, bo wyrwa w rodzicielskiej sztamie i różnica zdań to droga donikąd.

Weekendowy zawrót głowy
Weekend to fajny czas odprężenia z dziećmi, ale i nie lada orka. Chylę czoła rodzicom, którzy decydują się być z dziećmi 24h na dobę, nie fundując sobie resetu w postaci życia zawodowego. W wolne dni bardzo odpoczywam. Psychicznie. W poniedziałek czuję jakbym miała w głowie czystą kartę. Gorzej z fizis. Tutaj są braki, nie da się ukryć.

Wynik na inwestycji
Gromadka dzieciaków to inwestycja kapitałochłonna i czasochłonna. To ciężkie wyzwanie, a czasami sport ekstremalny. Ostatnie lata dały mi fizycznie co nieco w kość, ale zyskałam też twardy kręgosłup psychiczny i wiarę, że mogę przenosić góry. O ile zechcę. Moje dzieciaki nauczyły mnie zarządzania czasem, przekraczania granic moich słabości i dały jeszcze większą siłę w podejmowaniu wyzwań. Nie wiem jak to było kiedyś, dajmy na to kilkadziesiąt lat temu, mieć gromadkę dzieci. Pewnie było nieco ciężej z uwagi na mniejszą dostępność ułatwiaczy życia. A może łatwiej ze względu na ówczesną mniejszą presję do bycia idealnym rodzicem, do fundowania dzieciom nauk wszelakich już od najmłoszych lat, czy brak dzisiejszych tak nachalnych dziecięcych trendów modowo-żywieniowych. Jedno jest pewne – mam podziw dla rodzin wielodzietnych, które zdołały ukształtować dzieciaki na wartościowych ludzi.

Pomimo wymagającego cierpliwości codziennego trudu bycia rodzicem trójki, z czystym sumieniem polecam też Tobie gromadkę dzieciaków. Jest wesoło nawet gdy masz pod górkę, zbierasz się i walczysz z wyzwaniami prywatnymi czy zawodowymi mając niezmierzone pokłady siły i energii, która bierze się Bóg wie skąd. Masz zdecydowanie lepsze umiejętności w zakresie zarządzania i planowania. Masz też trzy osoby, które są w Tobie bezgranicznie zakochane i działają na Ciebie znacznie lepiej niż litry wychłeptanej kofeiny. Masz też poczucie, że mają siebie nawzajem i będzie im życiu pewnie nieco raźniej, choć nie ma na to żadnej gwarancji. Tak to postrzegam z perspektywy jedynaka, który działa w pojedynkę lubiąc to, ale też zmierza się ze swoimi wyzwaniami sam, nie mając potrzeby szukania wsparcia u innych. Czasem łatwiej jest mieć umiejętność zagadania o pomoc.
Polecam gromadkę, warto. A jeśli Cię ta argumentacja jeszcze nie przekonała, to pomyśl że w konfiguracji 2+3 z popularnego 500+ robi się 1000+ 🙂
Do dzieła!

P.S. Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Czytaj też inne artykuły M&L, komentuj i udostępniaj. Będzie mi niezmiernie miło.
Pozdrawiam,
I