Szef. Mieć czy nie mieć?

“Praca na etat to nie dla mnie.”, “Nie nadaję się do posiadania szefa”. Coraz częściej słyszę te stwierdzenia od znajomych bliższych i dalszych. Dlaczego nie mieć szefa? Dlaczego Polacy tak bardzo chcą być niezależni? W Europie Zachodniej aż takich tendencji nie ma. Tam ludzie chodzą do biura na etat, “odbębniają” 8-9 godzin, wychodzą, zostawiają problemy biura w biurze i są szczęśliwi. Polska to natomiast kraina startupami płynąca, gdzie co drugi nie chce szefa, a co trzeci chce “własną knajpę”. Z jednej strony czoła chylę wszystkim odważnym zakładającym własne firmy. Z drugiej strony jednak obserwuję tych wszystkich, którzy firmy pozakładali właśnie w przeświadczeniu, że za wszelką cenę chcą być sobie tym upragnionym sterem i okrętem zapominając o jednym – żeby firma miała sukces trzeba produktu, na który znajdzie się popyt i trzeba wiedzy, żeby ten produkt sprzedać. I tu zaczynają się schody.

Oceń ryzyko szefowaniu sobie
“Biznesik” jakoś tam rozkręcony, może jakaś dotacja nawet wpadła, biznesplan zrobiony, obecność w internecie nie najgorsza. I … brak sensownych przychodów. Czemu czemu? A no temu, że dziś klient jest wybredny, porównuje ceny, jakość, szuka opinii na forach, liczy kasę, przedłuża w nieskończoność moment decyzji o zakupie. A nasz okręt już płynie. Pracujemy sami na siebie, sami dla siebie, powinniśmy być szczęśliwi, bo przecież szef nas nie ogranicza, etat nas nie ogranicza. Ale pracujemy więcej, coraz więcej, dużo więcej niż etatowe 8-9 godzin. Wstajemy rano, pracujemy do późnych godzin wieczornych. Może popracujemy w “knajpce” przy latte czy cappucino, może w jakiejś strefie coworkingowej. Czasem jest cudownie. Czasem źle, bo klienta nie ma, albo jest, ale wydał za mało. A etatowa pensja już nie spływa z wybiciem ostatniego dnia miesiąca. Liczymy kasę – wydać na nowy rower, ciuch, słuchawki czy wydać na rozwój firmy. Kiedyś wydatki były proste – czynsz, jakiś kredyt, paliwo na samochód, kablówka, internet – tyle. Reszta na przyjemności albo w oszczędności. Teraz wydatków więcej, czasem worek bez dna. A klienci jak krew z nosa. Nie zawsze dzięki Bogu. Czasem sytuacja ma się cudownie inaczej, a wiatr w żagle okrętu dmie tak mocno, że niemalże nie dajemy rady nim sterować. Oby oby. Ale zanim zacznie wiać, miej świadomość ryzyka flauty. “Ciężka” rzeczywistość etatu to przy tym płotka.

Szef wyzwaniem i bodźcem do nauki
Ale wróćmy do samego szefa. Dlaczego tak bardzo szef nas odstręcza, dlaczego praca na etat aż tak doskwiera? Dziwi mnie to. Dziwi, bo nic innego jak posiadanie szefa nie uczy tak bardzo pokory, dyplomacji i … technik sprzedażowych. Ci, którzy mają własną firmę powinni dbać o relacje z dostawcami i klientami. Ale z drugiej strony nie ten dostawca to inny, a i klient jeśli za bardzo marudny, to postaramy się poszukać innego, z którym będzie się milej współpracowało. Szefa natomiast ot tak nie zmienimy. Stąd też posiadanie szefa to szkoła, to nieustanny warsztat najważniejszych umiejętności, które przydają się we własnej firmie na codzień. Powiecie “zależy jaki szef, jak mądry to dobrze, jak trudny, to kiepsko”. Owszem, ale z drugiej strony każdy szef powinien być dla was wyzwaniem, które stawiacie sobie tak jak wszystkie inne wyzwania w życiu. W dzisiejszym świecie modnie jest mieć wyzwania. Potraktuj więc szefa jako kolejny “projekt”, do którego warto podejść mądrze, z otwartością i czujnością, projekt który jest wyzwaniem jedynym w swoim rodzaju. Dyskutuj z szefem, poznawaj go, poznaj jego procesy decyzyjne, nastawienie do różnych projektów, jego za i przeciw w różnych sytuacjach. Szef to nikt inny jak Twój najbardziej wymagający klient. Przekonujesz go do swoich pomysłów, czasem się spierasz, czasem negocjujesz. I co najważniejsze, na ogół tkwisz przy stole negocjacyjnym do końca.

To w końcu mieć czy nie mieć?
Być sobie szefem to wyzwanie. Wyzwanie z uwagi na podejmowane ryzyko działalności, wyzwanie dla tych, którzy mają problem z egzekucją swoich postanowień, jeszcze większe wyzwanie dla tych, którzy chcą mieć niezależną, “fajną”, miłą pracę na luzie. Zastanów się dlaczego rezygnujesz z szefa zanim z niego zrezygnujesz. Zastanów się czy rezygnacja przychodzi we właściwym momencie, czy mając szefa nauczyłeś się już wszystkiego co podwyższy prawdopodobieństwo Twojego sukcesu z własną firmą.
Rezygnuj z szefa mając pewność, a nie przeczucie, że Twój produkt jest tym, który się sprzeda.
Dopóki szefa masz, korzystaj z tej lekcji garściami. Doceń szefa, obserwuj go, ucz się na jego błędach. Pamiętaj, jeśli Ty będziesz szefem, będziesz dążył do tego, aby ludzie chcieli pracować dla Ciebie “na etacie”. Dlaczego mieliby tego chcieć?

Grafika: www.freeimages.com/photographer/barunpatro-54843