Smartwatch – gadżet niezbędny czy fanaberia?

Przyznam – jestem fanem gadżetów technologicznych. Co jakiś czas pozwalam sobie na kolejną zabawkę, którą na ogół kupuję zastanawiając się czy to już fanaberia czy może jednak narzędzie, które wniesie ciekawe zmiany w codzienności. Technologicznie wspiera mnie wiele wynalazków, ostatnio dołączył do nich smartwatch. Co ciekawe, zawsze byłam zwolennikiem klasycznych zegarków dobrych marek, które należycie prezentują się na człowieku, przydają mu szczypty klasy, być może staną się nawet prezentem do przekazania młodszym pokoleniom. A smartwatch?

Wygląd
Ani specjalnie tani, ani szczególnie piękny. Ba! Prosty w designie i przy “wyjeździe” z salonu traci na wartości więcej niż samochód. Dlaczego więc zaczynamy kupować zegarki smart i czy rzeczywiście mają one rację bytu?
Nie licząc designu, który w przypadku smartwatch-y jest na ogół dosyć ascetyczny, technologiczny, nie ma w nich nic nadzwyczaj atrakcyjnego wizualnie. Choć oczywiście high-techowy minimalizm w połączeniu z możliwościami wyboru kolorów smartwatcha jest już dla niektórych pociągający.

Rusz się!
Ja żyję z moim smart przyjacielem jakieś 2 miesiące. Co się zmieniło? Najbardziej z pewnością urosła świadomość “zasiedzenia”. W czym rzecz? Smartwatch delikatnie, acz dobitnie przypomina “Rusz się! Wstań i poruszaj się przez minimum minutę”. Jakże dobry to bat w przypadku, gdyś przyśrubowany do krzesła w biurze, bo ogrom pracy sam się nie zrobi. Jakże interesujący bodziec dla pracoholików. Dla niektórych być może kolejny “wyrzut sumienia”, bo święta, polegujesz na kanapie z mazurkiem w jednej i pasztetem w drugiej ręce, a tu coś pika i wibruje rekomendując “Rusz się!”. I co? Przyjmiesz kolejny kęs zrzucając smart balast z ręki czy jednak wyczłapiesz na spacer, a może nawet trening? Czego byś nie zrobił, to i tak ziarno niepewności co do odpowiedniego trybu życia zostanie zasiane. Z tym nie ma co dyskutować.

Nadgarstkowe big data
Oczywiście w perspektywie samego treningu smartwatch również robi przyzwoitą robotę. Pilnuje ile kalorii Ci ubyło, ile razy machnąłeś ręką płynąc kraulem, ile zrobiłeś basenów, ile kilometrów przebyłeś, a po treningu powie Ci ile czasu potrzebujesz aby dotrzeć do pracy lub domu – jakbyś tego przypadkiem nie wiedział. Ponadto sprawdzi czy tętno nie skacze w sposób kwalifikujący na ostry dyżur, wyznacza cele na kolejne treningi, ale też podczas dnia liczy kroki, czas spędzony na nogach, czas w bezczynności, a nawet zmierzy Ci statystyki snu (!). Jakże to “ciekawe” czasy, że rano mogę się dowiedzieć, że spałam 7 godzin w tym 5 snem głębokim, a 2 snem przerywanym. Czy mi te wszystkie dane potrzebne? Pewnie nie, ale era “big data” już puka do drzwi i nie ma co podnosić dyskusji “czy”, a dyskutować “jak daleko” warto używać.

Mniejszy gbur
Wracając do tematu smart przyjaciela. Pozwala Ci być nieco mniejszym gburem podczas spotkań. Dziś większość z nas siedzi na spotkaniu, a jednocześnie nos trzyma bez przerwy w smartfone’ach. Czy to ładnie? Niegdyś uczono nas, że nie przystoi, dziś ludzie zdają się o tym nie pamiętać. A Ci nieliczni “wychowani”, którzy spotkania odbywają w trybie skupienia na rozmówcach, zaczynają być nadzwyczaj dobrze postrzegani w relacjach. Jak się ma do tego smartwatch? A no tak, że łatwiej dyskretnie spojrzeć na smartwatch i przejrzeć niezauważalnie powiadomienia, aniżeli skupiać się na telefonie.

Deserowe dodatki i …
Aplikacje na smartwatch? Jest ich tysiące, każda ma w sobie jakiś walor lub potencjał użytkowy, niektóre kompletnie nieprzydatne, marnujące czas, inne wręcz przeciwnie całkiem ciekawe, uzupełniające smartphone.

… życie w kablach
Niestety smutną prawdą jest fakt, że niektóre ze smartwatchy, również te “TOP”, bardzo szybko się wyładowują i w gruncie rzeczy należy ładować je codziennie. A jakikolwiek wyjazd, choćby krótki wypad na weekend? Ładowarka do laptopa, ładowarka do telefonu, do zegarka, czasem do szczoteczki elektrycznej do zębów. Pół walizki kabli. Pytanie czy o to Ci chodzi?

Mieć czy nie mieć?!
Ja z perspektywy dwumiesięcznego związku z moim smartwatchem mogę powiedzieć – nie żałuję. Choć przyznam też, że to gadżet, który mimo kilku ciekawych rozwiązań, jest nadal dosyć drogą zabawką o wartości dodanej jeszcze nie najwyższej. Wydaje się jednak, że to kolej rzeczy, z którą nie ma co dyskutować. Uwielbiamy dziś coraz popularniejsze “big data”, choć nie do końca rozumiemy temat. A smartwatch to jeden z czytników zbierających big data. Tworzy zapis danych o nas samych, czasem kontroluje nas, coraz częściej uzależnia w sposób miły, intrygujący. To uzależnienie nie jest złym zjawiskiem o ile kontrolowane. Jak zresztą wszystko inne. Żegnam Was. Idę się ruszyć – zegarek tak nakazał 😀