Polacy nie umieją inwestować

Poniższy tekst, napisany przeze mnie, ukazał się na portalu www.poweryourmind.pl pod tytułem „Polacy nie gęsi i też swoje akcje mają…” już jakiś czas temu. Uznałem jednak, że warto go wam przedstawić 🙂 Tytuł wpisu jest jak najbardziej ironiczny, gdyż mamy mało akcji dostępnych na naszej giełdzie i w nie w ogóle nie inwestujemy. Co najważniejsze, większość społeczeństwa nie ma pojęcia o tym jak inwestować i na co zwracać uwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Mówiąc wprost: poziom naszej narodowej edukacji ekonomicznej jest żenujący. Przepraszam, jeżeli kogoś obraziłem, jednak zdania nie zmienię. Mimo to, zapraszam do lektury 🙂

Inwestowanie nie jest w Polsce najpopularniejszym tematem rozmów “przy piwie”. W innych krajach już bardziej. Gdy pojedziecie do USA, jest spora szansa, że co druga nowo poznana osoba jest zaangażowana w rynek akcyjny. Według badań (min. Instytutu Gallupa), 55% Amerykanów w 2015 roku posiadało pośrednio (fundusze inwestycyjne i rachunki emerytalne) lub bezpośrednio (aktywne rachunki maklerskie) akcje w swoim portfelu inwestycyjnym. Na „Zachodzie”, te liczby kształtują się od 10% do 40%. A jak to wygląda w Polsce? Przyjmijmy, że w OFE jest ok. 2,5 mln osób. Do tego mamy ok. 200 tys. aktywnych rachunków maklerskich. W fundusze inwestycyjne inwestuje ponad 2 mln Polaków jednak tylko 25%-30% to fundusze akcyjne bądź mieszane co daje ok. 600 tys. osób. Sumując, wychodzi nam 3,3 mln, jednak należy pamiętać, że często są to te same osoby. Ja optymistycznie przyjmę, że w rynek akcyjny zaangażowanych jest w Polsce ok. 2mln osób. Przy 40 mln obywateli daje to 5%. Jasne, jest pewien odsetek osób, które inwestują w nieruchomości, własne przedsiębiorstwa czy inne alternatywne inwestycje (sztuka, wino, itp.). Widać jednak wyraźnie, że odstajemy i nie ma wyraźnych sygnałów, aby ta tendencja miała się zmienić. Dlaczego tak się dzieje? Przecież my Polacy to inteligentny, odważny naród. Jeżeli chodzi o nowe technologie, przodujemy na świecie (bankowość, farmaceutyka, gry komputerowe i wiele innych). Nasza gospodarka, mimo ostatnich trudności, rozwija się i o dziwo jesteśmy podawani jako przykład. Dodatkowo tematem dyżurnym w mediach jest przyszłość naszych emerytur. Powiedziano już wiele o tym, że sami musimy o nią zadbać. Jednak ciągle nic z tym nie robimy. Przecież oszczędzając na 1%-2% lokatach nie dorobimy się na starość.

Fakt faktem, że nie jesteśmy na poziomie USA jeżeli chodzi o szeroki wybór instrumentów finansowych, z których możemy korzystać. Nie mamy również tak długiej historii tworzenia rodzimego rynku kapitałowego. Mimo to, uważam, że i tak odsetek osób zaangażowanych w inwestycje indywidualne jest bardzo niski. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego my, Polacy, akurat w tym aspekcie tak odstajemy od reszty nowoczesnego świata? Wydaje się, że przyczyn jest kilka:

  1. Brak wiedzy – tak tak… mimo, że uważamy, że znamy się na wszystkim (piłka nożna, polityka, medycyna, itd…), to jednak bardzo mało wiemy o tym jak funkcjonuje rynek kapitałowy, jakie daje możliwości, jakie niesie ryzyka, i jak się na nim poruszać. Popytajcie znajomych czy wiedzą co to inflacja, referencyjna stopa procentowa czy jaki jest kurs EUR/PLN. Myślę, że większość nie będzie niestety miała zielonego pojęcia.
  2. Brak świadomości inwestycyjnej – w ogóle nie mamy pojęcia ile wydajemy w ciągu miesiąca, nie mamy odpowiedniej kontroli nad naszymi kosztami. Oszczędzanie? Temat nam obcy. Jasne, zaraz usłyszę głosy oburzenia, że przecież większość żyje od pierwszego do pierwszego i nie ma jak oszczędzić. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, w większości jednak wystarczy mocne postanowienie i samodyscyplina. Postanówcie sobie, że 5%-10% pensji odkładacie na konto przeznaczone do oszczędzania i to od razu kiedy pensja wpada na konto podstawowe. Zobaczycie jak po roku zbierze się ładna sumka. Do tego, większość Polaków nie zna podstawowych praw ekonomii, co to procent składany, czym różnią się od siebie instrumenty finansowe. Trzeba to zmienić.
  3. GPW – owszem, niektórych nasza rodzima giełda może zniechęcać. Mała płynność (w porównaniu z giełdami światowymi), mała liczba dostępnych spółek (obecnie to 482), a do tego, niska zmienność. Niektórzy jeszcze powiedzą, że giełda to kasyno, gdzie nie da się zarobić. Zastanawiające jest to, że Amerykanie mają zupełnie inne zdanie o możliwościach inwestowania na parkietach giełdowych.
  4. Lenistwo – tak jest. Statystyczny Polak po pracy sięga “po browar” i odpala telewizor. Nauka czegokolwiek? Ale po co? Nie chcemy się uczyć i dokształcać. Nie dbamy o naszą finansową przyszłość mówiąc sobie „jakoś to będzie”. Wmawiamy sobie, że nie mamy czasu na żadne dodatkowe nauki bo przecież pracujemy, mamy rodzinę, i ogólnie nasza agenda dnia jest zapełniona. Czy aby na pewno?

Znajdzie się pewnie jeszcze kilka przyczyn, jednak te powyżej są chyba najważniejsze. Z jednej strony to konserwatywne podejście do rynku kapitałowego pewnie uchroniło wielu z was gdy mieliśmy krach w 2008 roku. Z drugiej strony, przecież nikt (ani ja teraz) nie mówi, żeby całe swoje oszczędności przeznaczać na akcje. Portfel inwestycyjny powinien być na tyle zdywersyfikowany, aby w długim terminie przynosił zysk. I tu akcje dobrze się wpisują w te plany. Według różnych badań (w zależności od wybranego okresu, indeksu giełdowego, metodologii itd.) akcje przynoszą 6% – 8% stopy zwrotu w długim terminie, czyli w okresie ponad 20 lat i więcej. Oczywiście, mówię tu o szerokim rynku (indeksach giełdowych), a nie poszczególnych spółkach. Inwestując w pojedyncze akcje spekulujemy i liczymy na szybki zysk. Narażamy się też na większe ryzyko. Jeżeli jednak podejdziemy do tematu długoterminowo, to akcje mogą być ważnym składnikiem naszego portfela inwestycyjnego.

Co więc zrobić żeby Polacy pokochali się z rynkiem kapitałowym? Potrzebna jest zmiana mentalności i uświadomienie sobie, że rynek kapitałowy to nie samo zło, kasyno czy miejsce pracy cwaniaków ale obszar, na którym budujemy swoją finansową przyszłość. Co zmienić, żeby to się stało:

  1. Edukacja – nikt nie oczekuje, że staniecie się mistrzami giełdy i finansów. Nie będziecie przecież robić tego zawodowo. Warto jednak zainteresować się tematem, poznać jak działa gospodarka, czym są poszczególne instrumenty finansowe, co wpływa na zmiany ich kursów czy można na tym zarobić. Przecież zarabiamy pieniądze, żeby nie tylko je wydawać, ale też oszczędzać i inwestować. Chyba warto poświęcić trochę czasu na przeczytanie paru książek, artykułów czy odbyciu kilku szkoleń, żeby lepiej poznać temat? Są materiały w internecie, książki i szkolenia prowadzone przez domy maklerskie (myślę, że instytucje państwowe mogłyby się bardziej zaangażować w ekonomiczną edukację społeczeństwa). Nie nauczysz się na nich jak najszybciej zarobić ani nie poznasz żadnej magicznej strategii inwestycyjnej. Ale poznasz podstawy rynków finansowych, a to pierwszy krok, żeby iść dalej.
  2. Zainteresujcie się spółkami z całego świata – nie podoba wam się nasz lokalny rynek? Myślicie sobie, że tylko w takich Stanach można stworzyć odpowiedni portfel akcyjny? To w czym macie problem? Posiadanie akcji lokalnych to ważny składnik portfela, ale macie przecież dostęp do takich spółek jak Apple, Exxon, BMW czy Credit Agricole. Prawie każdy dom maklerski ma w swojej ofercie dostęp do rynków zagranicznych. Nie musicie spekulować na małych, nieznanych spółkach, możecie stworzyć sobie portfel składający się z kilkunastu znanych, dojrzałych firm. W obecnej erze technologicznej macie naprawdę dobry dostęp do najważniejszych giełd świata. Do tego możecie śledzić na bieżąco wasze inwestycje na komórce lub tablecie – nowoczesne technologie mobilne nie są w końcu tylko od śledzenia portali informacyjnych i social mediów.
  3. Przestawcie swój tok myślenia – giełda to nie temat dla was? A dla kogo? Jeszcze raz: nie musicie spekulować na giełdzie, możecie inwestować. To dwa różne pojęcia, dwa różne podejścia do tej „gry”. Zobaczcie zresztą na statystyki z pierwszego akapitu tego wpisu. Czy tylko w Ameryce mieszkają jacyś wariaci, którzy ryzykują własne oszczędności na giełdzie? Nie. To są długoterminowe inwestycje, których efekty widać po kilkunastu latach. Nie bądźcie spekulantami jeżeli to was przeraża. Zostańcie inwestorami.

Reasumując, zmiana toku myślenia oraz edukacja to dwa najważniejsze czynniki, które muszą wystąpić, aby polskie społeczeństwo zaczęło inwestować. Mamy własny rynek kapitałowy, a jednocześnie dostęp do spółek z całego świata. Chyba nie powiecie mi, że z kilku tysięcy dostępnych akcji nie można stworzyć w miarę bezpiecznego, długoterminowego portfela? Pewnie, to nie jest takie proste jak się wydaje. Trzeba poświęcić trochę czasu na poznanie poszczególnych instrumentów finansowych, na analizę spółek, na przygotowanie odpowiedniej strategii oraz na odpowiednią alokację aktywów. Ale naprawdę warto. W długim terminie efekty mogą was mile zaskoczyć. Jeżeli nie macie zielonego pojęcia jak zacząć, poniżej przedstawiam wam bardzo uproszczoną alokację aktywów w portfelu inwestycyjnym. Oczywiście, że wybór aktywów zależy od wielu czynników (wiek, zasoby finansowe, sytuacja rodzinna, sytuacja zdrowotna, apetyt na ryzyko, oczekiwana stopa zwrotu itd.), ale w przykładzie chcę pokazać od czego możecie zacząć. W aktywach inwestycyjnych nie uwzględniam domu/mieszkania, które (jeżeli posiadacie lub spłacacie kredyt) stanowi największą część waszego portfela. Ale jako bardzo teoretyczny, uproszczony przykład alokacji aktywów dla 35-cio latka (czyli mnie!):

Gotówka i fundusze pieniężne – 10%

Lokaty – 10%

Obligacje – 20%

Akcje Polskie – 20%

Akcje zagraniczne – 20%

Nieruchomości (poprzez fundusze inwestycyjne, wehikuły REIT, inne) – 10%

Kontrakty terminowe, kontrakty CFD, opcje – 10%

To oczywiście uproszczenie. Obligacje mogą być przecież skarbowe (gwarantowane przez dany kraj – oczywiście zależy, który kraj☺) lub korporacyjne. Chciałem tylko żebyście zobaczyli, że akcje stanowią i dobrze byłoby, aby stanowiły część portfela inwestycyjnego. Akurat im młodsza osoba, tym większy procent zaangażowania w rynek akcyjny. Wraz z wiekiem, przestawiamy się na inwestycje bardziej bezpieczne.

To był dość długi wpis, ale i temat nie najlżejszy. Jeżeli jednak dotarliście do końca, to już wiele znaczy. Chciałem was zachęcić do spojrzenia na rynek kapitałowy, gdyż naprawdę jest wart uwagi. Nie “ładujcie” tam całych oszczędności, ale uczyńcie z niego ważny składnik waszego portfela inwestycyjnego. A teraz zabierajcie się do roboty i nauki o akcjach!

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂

 

Grafika: freeimages.com/T.-Al-Nakib