Po co komu dzieci?!

Nie lada wyzwanie
Głośne ostatnio 500+ nie zwiększy dzietności w naszym pokoleniu. I to nie dlatego, że 500+ to mało, choć przyznaję z perspektywy mamy trójki dzieci – tak, to mało. Posiadanie dzieci dla dzisiejszych trzydziestolatków to chyba największe wyzwanie w ich życiu. Ba! Z dzisiejszymi dwudziestolatkami jest jeszcze gorzej.

Kariera milionera
Każdy młody gniewny chciałby karierę. Często nie do końca wie w czym i gdzie. Co drugi chciałby swój biznes, a najlepiej jakiś modny startup. Podróżować nam się marzy skoro w końcu możemy, bo rodzice nasi podróżować nie mogli. Dominikana, Tajlandia, freeride, kitesurfing, wystawy sztuki w NY, staże w Londynie, weekendy w Amsterdamie, słońce w Dubaju. Chciałby każdy pożyć w raju. Kupujemy, konsumujemy, podróżujemy, facebook-ujemy, dyskutujemy, sterczymy w restauracjach, sączymy to i owo tam gdzie modnie w tym co modne. Ci co fartem (albo niefartem ;)) mają dzieci też muszą być modni, koniecznie z dziećmi jak z żurnala. Bez gila, bez płaczu, bez dziwnie pachnącej pieluchy.

Twój personalny trener
Wracając jednak do sedna – PO CO komu dzieci. Po co dzieci jak jest dobrze tak jak jest? Po co dzieci teraz jak jeszcze trochę chciałoby się polatać to tu to tam, na siłkę, na masaż, na manicure albo do kosmetyczki, na piwko z kolegami, na weekend na Mazury. Po co odcinać się od luksusu? A no właśnie po to, żeby nie zwariować. Jeśli kariera Ci miła i długa ma być, zalecam dzieci – minimum dwie sztuki, przy trzech jest wyzwanie, ale bardzo budujące. A pamiętajmy, dopiero od trójki przykładamy się do wzrostu dzietności kraju i tego, żeby dostać jako takie emerytury…
Nie ma lepszego resetu niż dzieci, nie ma lepszego bodźca do działania “na maksa” niż dzieci, nie ma lepszego powodu na docenienie tego, że jest dobrze niż dzieci. Dzieciaki motywują do działania, odciągają od stresu, zapraszają do uśmiechu nawet jak świat w biurze Ci się sypie. Dzieciaki to w końcu nie pies, którego kupujesz w poczuciu, że będziesz mieć jakiś tam obowiązek. Dziecko to otwarta karta, którą zapiszesz, to Twoja pierwsza i jedyna największa odpowiedzialność. Dziecka nie wyłączysz, będzie Ci się dane z nim zmierzyć kiedy zdrowe i uśmiechnięte i kiedy chore, wymiotujące i z gorączką. Ba! Będzie Ci się dane zmierzyć z chorym dzieckiem, kiedy właśnie miałeś wyjeżdżać na upragnione narty, będziesz wściekły, że nowy sprzęt czeka, a Twoje mięśnie gotowe do szusowania po dwumiesięcznym przygotowaniu do sezonu, bo tak kazał trener na modnej siłowni.
Dziecko cudownie weryfikuje Twoją pedanterię, jeśliś pedant i uczy porządku jeśliś bałaganiarz. Dziecko to Twój najlepszy nauczyciel, niezrównany mentor choć taki mikry i krzykliwy. Dziecko to w końcu Twój najlepszy przyjaciel, który nie wymaga nadmiernego poklasku i który tkwi przy Tobie czy dobrze czy źle.

Inwestować czy nie inwestować?
Dziecko to inwestycja, której nie należy odkładać. A nóż rozsmakujesz w tym szczególnego rodzaju startupie i zechcesz przedsięwziąć dwa-trzy kolejne! Pamiętaj jednak, w tym szczególnym przypadku ojcem założycielem warto być wcześniej niż później. Siła, energia i młodość się liczą. A i za 20 lat będziesz jeszcze rodzicem “cool”, którym można będzie się pochwalić bez wstydu. Nie czekaj, działaj, nie ryzykuj stwierdzenia “Jasio, Przyszedł po Ciebie dziadek”. 🙂

Grafika: freeimages.com/photographer/marganz