Nikt nie jest dobry przez przypadek…ale czy naprawdę?

„Nemo est casu bonus” czyli nikt nie jest dobry przez przypadek. To słowa rzymskiego filozofa Seneki Młodszego, w które bardzo wierzę (swoją drogą ta sentencja to jedyny tatuaż jaki posiadam). Czasami jednak poddaję te słowa wątpliwość. Tak się ostatnio zastanawiałem nad swoim życiem…hahahaha mam was! No gdzie tam, za młody jestem żeby już całe życie swoje analizować. Jeszcze przyjdzie na to czas. Nie mogę się jednak powstrzymać przed zastanawianiem się nad wpływem farta na moje życie. I mówi to facet, który wierzy, że aby osiągnąć sukces trzeba zapieprzać i robić swoje a nagroda przyjdzie. Skąd te myśli? Nachodzą mnie po lekturze (którejś już w moim życiu) jednej z najważniejszych książek jakich przeczytałem czyli „Ślepy traf: Rola przypadku w sukcesie finansowym” (w oryginale: Fooled by Randomness: The hidden Role of Chance in the Markets and Life) autorstwa wielkiego eseisty, filozofa, statystyka i spekulanta giełdowego, Nassima Taleba. Owszem, Taleb był zarządzającym funduszu hedgingowego, inwestorem oraz spekulantem na rynku opcji. Jednak jego myśli dają się zastosować w życiu codziennym i w naszej korpo pracy. O czym tak naprawdę Taleb pisze? Jaka jest jego filozofia? A mianowicie uważa on, iż to losowość kieruje naszym życiem. Oczywiście, sporo przykładów odnosi się do świata inwestycji ale przykłady podane w książce są bardzo życiowe. To właśnie Taleb jest propagatorem idei tzw. „czarnych łabędzi” (Black swans) czyli zdarzeń o małym prawdopodobieństwie ale które gdy zaistnieją, mogą doprowadzić do katastrofy. Dlaczego? Dlatego, że często ignorujemy zdarzenia, które wydają nam się mało prawdopodobne ii nie przywiązujemy do nich wagi. Dodatkowo, Nassim Taleb ma tendencję do nabijania się z ważnych osobistości świata filozofii (Hegel) czy też ekonomii (noblista Merton, analitycy finansowi). Co ja wynoszę z jego wywodów? Bez bicia przyznaję się do tego, że nie jestem profesorem statystyki, psychologii czy w ogóle jakimkolwiek profesorem (po kilku magicznych zagraniach tak nazywają mnie może na korcie tenisowym lub na boisku piłkarskim…J) więc moje wnioski/pomysły/idee może nie są zbyt „akademickie” (nigdy nie aspirowałem). Staram się je po prostu wykorzystać w życiu oraz pracy. W tym wpisie chciałbym się z wami podzielić kilkoma obserwacjami tegoż autora, które mnie bardzo przypadły do gustu i które bardzo ułatwiły mi życie.

Zacznijmy od przykłady inwestycyjnego (opisanego w książce przez Taleba): powiedzmy, że w ciągu roku z naszych inwestycji spodziewamy się 15% stopy zwrotu przy ryzyku (zmienności) 10%. Oznacza to ni mniej ni więcej, iż przy stu przypadkach, 68% wyników naszej inwestycji zmieści się w przedziale 15% +/- 10% (czyli pomiędzy stopą zwrotu 5% a 25%…kalkulator potrzebny?). To typowy przykład tzw. rozkładu normalnego w statystyce (tzw. bell curve) czyli, że wyniki tej symulacji znajdą się w przedziale -1 +1 standardowych odchyleń (standard deviation czyli jedna z najpopularniejszych metod obliczania zmienności na rynku). Jakie mamy prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu w zależności od czas trwania tej inwestycji? Jeżeli będziemy sprawdzać wyniki co sekundę, to wynosi ono 50,02%. Jeżeli co godzinę, to już 51.3%. Jednak już 67% miesięcy kończy się pozytywnie. Jeżeli przetrzymamy rok, to mamy szansę na osiągnięcie sukcesu (z warunkami opisanymi powyżej) w wysokości 93%.! (Jakie wnioski z tego możemy wyciągnąć? Gdy inwestujemy na długi termin (powyżej roku), to nie patrzmy na wyniki krótkoterminowe, gdyż wtedy widzimy tylko zmienność naszego portfela (czyli zmiany a nie zyski/straty). Pewnie, jeżeli spekulujemy, to nasze szansę na zysk maleją ale sprawdzamy wtedy nasze wyniki o wiele częściej. Powyższy przykład kapitalnie przedstawia różnicę między szumem (to co się dzieje w krótkich odstępach czasu) a informacją.

Hmmmmm no ok. Miał to być wpis o losowości a ja wam tu sprzedaje jakieś statystyki. To powyżej to było tylko po to, żeby wam uświadomić moc tej dziedziny nauki. Teraz coś bardziej życiowego. Mogę się założyć, że wiele razy się zastanawialiście nad tym, czemu ten jeleń (sąsiad, kolega/koleżanka z liceum, współpracownik, szef, Bill Gates, Warren Buffet czy inny bogacz) osiągnął o wiele więcej niż ty? Radzi sobie lepiej w pracy, zarabia więcej, ma szczęśliwą rodzinę. Chyba każdy z nas o tym myśli i najczęściej źle życzy takiej osobie (to chyba nasz narodowa cecha: ja mogę mieć jak mam, ale żeby sąsiad/kolega miał gorzej). Widzicie, tu zapominacie o losowości. Na ten temat będę jeszcze pisał ale główny przekaz tego wpisu to taki: wiele z tego co się dzieje w naszym życiu, zależy od szczęścia! Nie mówię tu o wygraniu w totka (tak..ja też już wiem na co wydam te moje 20 baniek…) ale o przyczynach tego gdzie jesteśmy. Czy nie uważacie, że nie osiągnęliście zawodowo czy prywatnie tego co wasi współpracownicy? Mimo tego, że jesteście bystrzejsi i bardziej pracowici? I czemu właśnie te głąby mają miliony na koncie i takie bogate życie gdy wy musicie zapieprzać w korpo i spłacać kredyt hipoteczny? Jasne, też tak miewam. Szlag mnie trafia gdy widzę skończonego idiotę, który zarabia miliony na jakimś durnym pomyśle (czemu ja na to nie wpadłem??!!), jeździ Ferrari, obok piękna dziewczyna (inna co tydzień) a wakacje to w Monte Carlo? No cóż, zwalam to na prosty fakt, że tamta osoba miała farta w życiu. Takie naiwne tłumaczenie. Zobaczcie jednak jaki błąd mentalny popełniamy. Porównujemy się tylko do tych co osiągnęli sukces. Jasne, jesteśmy ambitni więc porównujemy się do najlepszych. Ale chwila moment. Zastanówcie się, ilu próbowało żeby osiągnąć sukces. Ilu z was (koledzy z liceum? dzielnicy? roku studiów?) startowało na tym samym poziomie a ilu z was jest teraz w tym miejscu, w którym jesteś ty? No właśnie…mamy tendencje do porównywania się do ludzi, którzy osiągnęli niebagatelny sukces (dzięki swojej rodzinie, ciężkiej pracy a przede wszystkim, szczęściu) a nie do wszystkich. Zastanów się nad tym, a zobaczysz, że masz lepiej i osiągnąłeś większy sukces niż większość twoich kolegów/koleżanek. W świecie finansów behawioralnych nazywamy to tzw. survivorship bias (dosłownie: błąd przeżywalności) czyli oceniamy tylko tych co „przeżyli”. A ilu się nie udało? Ilu poległo aby osiągnąć sukces? Tego nie zliczymy. Cieszmy się więc, że nam się udało a nie płaczmy bo ktoś ma lepiej od nas. Wierzcie mi, większość was ma lepiej niż sobie wyobrażacie. Po prostu spójrzcie nie tylko na tych, którym się fartem udało ale również na tych wszystkich kasztanów, którzy polegli próbując osiągnąć to co wy. A myślicie, że macie za mało? No to zabierzcie dupę w troki i pomóżcie szczęściu!

Nikt nie jest dobry przez przypadek? Tak, aby być dobrym trzeba zapieprzać na maksa. Jak jednak pisze Taleb, losowość (szczęście?) ma spory wpływ na nasze osiągnięcia. Nie liczcie, że jak nic nie będziecie robić, fart wam się przytrafi. Zapieprzajcie ile możecie. Szczęściu przecież trzeba pomoć! Do tego tematu będę jeszcze wracał wielokrotnie…bo w życiu jednak liczy się losowość. Postaram się wam wyjaśnić jak sobie z nią radzić.

Korzystałem (korzystam i będę korzystać!) z wydania pierwszego książki „Ślepy Traf” w języku polskim przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne z 2006 roku.

 

Grafika: freeimages/Thomas Wies