inwestowanie kobiet

Kobieta skutecznie inwestująca – oksymoron czy oczywistość?

Bycie traderem czy inwestorem to naprawdę ciężka fucha. Wielu z was pewnie uważa, że nie ma w tym żadnego doświadczenia. Mimo, że każdy z nas po części kiedyś w coś zainwestował (pieniądze, swój czas, miłość itd…). Mówi się, że inwestycje to męski świat. A przecież słowo „inwestycja” jest aż tak bardzo kobiece! No cóż, tak już się utarło, że to niby mężczyźni są lepsi w świecie finansów, lepiej inwestują  i w ogóle zarabiają więcej niż kobiety. Pracuję w branży finansowej i owszem, raczej naokoło widzę więcej facetów niż dziewczyn. Ale to nie jest kolejny tekst w stylu „kobiety to mają przechlapane”. Raczej refleksja o tym, że aby być w czymś dobrym, trzeba mocno zapieprzać, niezależnie od płci, koloru skóry czy pochodzenia.

Jestem świeżo po lekturze (kolejnej, chyba trzeciej) „City Girl – Kobieta, która podbiła Londyńską giełdę” (wydanie polskie Kurhaus Publishing  Kurhaus Media sp. Z o.o. sp..k.) napisaną przez Suzanę S. Tak naprawdę, to żadna tam Suzana tylko Barbara Stcherbatcheff, dziewczyna z USA, która decyduje się na karierę w Londynie. Jak stała się sławna? To właśnie ona przejęła pisanie felietonów do „The London Paper” w 2008 roku. A przejęła je po sławnym „City Boy’u”! A to po prostu Geraint Anderson, który opisywał życie i ekscesy londyńskiej finansjery. Tak jak teksty Andersona zaowocowały bestsellerem „City Boy”, tak i felietony Barbary urodziły „City Girl”. Kolejna więc książka o tym jak to dziewczyna bez odpowiedniego wykształcenia (Barbara vel Suzana ma humanistyczne wykształcenie) ale z wiarą we własne możliwości, zanurza się w ponury i pełen ekscesów świat londyńskiej sceny inwestycyjnej. To nie jest jednak lektura dzięki której dowiecie się jak oszukiwano klientów, ile gorzały wypito czy ile dragów wciągnięto. Pewnie, Suzana bywa w barach ze striptizem ze swoją ekipą z pracy ale brak tu skandalicznych opisów. Bardziej chodzi o sam proces zostawania traderką po kilku latach pracy w back officie (administracja). Oczywiście, jak się ma wielkie cele, trzeba się im poświęcić. Długie oraz intensywne godziny pracy stają się normą. Po nich, trzeba wyjść z ekipą na drinka. Trudno więc utrzymać rodzinę. Na dodatek, mąż również trader. Wybuchowa mieszanka, co nie? Rozpad małżeństwa to tylko kwestia czasu. Tempo życia tradera jest zabójcze więc nie każdy je wytrzymuje. Płeć nie ma znaczenia. Suzana kończy z daytradingiem (pracowała w firmie gdzie tym się właśnie zajmowała: inwestowaniem krótkoterminowym) i przechodzi do firmy zajmującej się doradztwem inwestycyjnym. Jest to jednak historia sukcesu kobiety, która przyjechała do Londynu z niczym, a podbiła świat finansów.

No dobra, no to mamy opowiastkę o tym jak jakaś biedna dziewczyna poradziła sobie w męskim świecie finansów. No trochę jednak to jest lektura bardziej dla kobiet niż mężczyzn. Nie będzie tu o skandalach finansowych ani o ekscesach jakich dopuszczali się maklerzy w Londyńskim City. Mamy opowieść o kobiecie, która przechodzi długą drogę i przemianę aby stać się bardziej wartościowym człowiekiem. Dochodzi po prostu do wniosku, że praca to nie wszystko co w życiu najważniejsze. To naprawdę fajna ale pisana w trochę feministycznym stylu książka o tym jak zdolna, inteligentna i ambitna kobieta odnajduje się w męskim świecie. Jest w tej lekturze wielki świat inwestycji, sukcesy, porażki oraz miłość (!!!!). Dla kobiet, świetna pozycja na wiosenne wieczory 🙂

Mam już jednak dość wpisów o tym czy kobiety nadają się do inwestowania czy nie. Czy może robią to lepiej niż mężczyźni? Czy mają lepsze predyspozycję? Jasne, jasne, mają. Ale ich nie wykorzystują. Jak dla mnie, trading czy inwestowanie jest bezpłciowe. Nie obrażam tu żadnych uczuć religijnych, tylko stwierdzam, że trading czy inwestowanie jest dla każdego i że trzeba spełnić te same warunki aby osiągnąć sukces. No bo po co znowu gadka czy kobieta poradzi sobie lepiej niż facet w inwestycjach? Taka sama gadka czy facet może być lepszą nianią dla dziecka czy lepszym kucharzem (może? Jasne, że może). Po prostu, to gadanie o płci, jest kompletnie bez sensu. Aby dobrze inwestować, nie jest ważne co ma się w kroczu (przepraszam, jeżeli to zbyt mocne porównanie dla niektórych…) ale to:

  1. Wiedzę – nikt nie zarobił kasy przez przypadek. Jeżeli są takie historie, to raz na milion. Aby skutecznie inwestować, trzeba zdobyć odpowiednią wiedzę. Trzeba się dokształcać cały czas.
  2. Chęci – trzeba po prostu chcieć. Jak się chce, nic nie jest niemożliwe. Wystarczy ruszyć tyłek.
  3. Plan działania – jak w każdej dziedzinie życiowej, trzeba sobie zaplanować poszczególne etapy i je zaliczać po kolei.
  4. Cel – trzeba mieć jasno określony cel co chce się osiągnąć i do niego dążyć
  5. Wytrwałość – w drodze do celu będzie wiele przeszkód. Normalka.

Powyższe punkty to typowe wrzuty mówców motywacyjnych. Nic nowego. Odnoszą się jednak do wszystkich. Prawda jest taka, że jeżeli chcesz być w czymś dobry, trzeba zapierniczać. Płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Jeżeli facet chce zostać świetnym pielęgniarzem czy manikiurzystą, może nim zostać (mimo, że to powszechnie znane „kobiece” zawody). Tak samo kobieta może zostać świetnym traderem. To tylko kwestia zainteresowań i ciężkiej pracy. Nic więcej. Faceci: jeżeli chcecie zostać wizażystką, droga otwarta! I wy dziewczyny: świat finansów również może należeć do was! Nawiązując do tytułu wpisu: to żadny oksymoron! Po prostu coś, co dla każdego jest możliwe i już. Po prosty, weźcie się do roboty a nie kurde narzekajcie non stop. Ja naokoło słyszę za dużo pieprzenia a za mało ruchów. Macie inne przemyślenia? Dawajcie znać w komentarzach.

 

Grafika: freeimages.com/Pat