Kiedy jest dobry czas na dziecko?

Dżdżysta i chłodna jesień przyniosła gorące dyskusje na temat aborcji, praw kobiet, czy ustaw “Za życiem” opatrzonych w internetowych kuluarach smutną nalepką “gwałcikowego”. Ludzie dyskutują o pigułkach “po”, o rozbuchanych swobodach seksualnych społeczeństwa itd itd. Wypowiadają się uczeni i ci mniej uczeni. Każden mądrzejszy od poprzedniego. Warto dyskutować o rzeczach ważnych dla społeczeństwa i dla jego rozwoju, warto popierać dyskusje efektywne w skutkach, a nie te które kłócą naród, sąsiadów i klientów sklepiku osiedlowego z jego ekspedientką. Cichutkie są na przykład dyskusje nad odpowiedzią na nurtujące znakomitą większość młodego pokolenia pytanie – “Kiedy czas na dziecko?”. Bo to pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi snując się za moim pokoleniem na każdym kroku, przy każdej zawodowej decyzji, przy planach kupna mieszkania, rezerwowania kolejnych wakacji czy czego tam jeszcze.

Kariera pracoosnajpera
Planowanie ścieżki rozwoju życia zawodowego to ważna dziś rzecz. Trzeba piąć się po szczeblach kariery, to tu to tam. Pracę dziś zmienia się co 2-3 lata, firma taka, potem śmaka. Awans jeden, drugi i jeszcze kolejny skok zaliczę przed stabilizacją. Zdam certyfikaty, założę firmę, zdobędę cashflow, jeszcze troszkę rozwinę firmę, jeszcze tylko te dwa duże projekty … o! wskoczyła transakcja życia, nie odpuszczę jej przecież. Dziecko za chwilkę, już za momencik …
Kariera i dzieci w parze nie idą i nigdy nie pójdą jeśli planujesz tę karierę w separacji od życia prywatnego. Zawsze znajdzie się świetna okazja na horyzoncie, zawsze coś do ugrania, zawsze pieniądze do zarobienia, których nie można odpuścić. Jeśli planować karierę po sznureczku, nigdy nie będzie miejsca na dzieci. Ścieżka kariery ma to do siebie, że lubi być kręta, a nowe możliwości kuszą w najmniej odpowiednim momencie.
Ile to razy słyszałam rozterki koleżanek “No wiesz, mam teraz nową pracę, to przecież NIE wypada zachodzić teraz w ciążę. Co na Boga pomyśli sobie mój nowy szef. Rok minimum trzeba odczekać.”. Tę śpiewkę słyszę przy rozmowach na temat decyzji o pierwszych potomkach i o kolejnych. Tak jakbyśmy wciąż startowali z tą wiedzą od początku. Sama zresztą nie jestem lepsza, bo decyzję o drugim dziecku odsuwałam w czasie, bo przecież tyleż fantastycznych projektów migało w kalendarzu. I co? I zaplanowałam moment perfekcyjnie. Bo lubię perfekcję. Ale natura nie lubi! Z naturą nie pogadasz, ani kariery ani rodzicielstwa nie poplanujesz. Ja z moim perfekcyjnym planem obsunęłam się niemal rok. W końcu się zrealizował, i to podwójnie! I to w momencie najciekawszych wyzwań zawodowych! Ciąża bliźniacza, a potem bliźniaczy kabaret w domu i praca na szóstym biegu. Można? Można! Ale gdybym się nie zastanawiała nad terminarzem, gdybym poszła “na oślep”, najprawdopodobniej najtrudniejszy etap domowej niemowlakowej masakry przypadłby na nieco spokojniejszy czas w pracy. A tak przypadł na jeden z najbardziej intensywnych. Nie planuj macierzyństwa ani tacierzyństwa pod karierę, nigdy nie jest dobry czas na dzieci. Nieco więcej w temacie godzenia dzieci i kariery przeczytasz tutaj.

Pożylibyśmy sobie jeszcze
Kariera to nie jedyna zmora odwlekająca decyzję o posiadaniu dzieci. Równie silną blokadą jest konsumpcja. Chcemy polatać po świecie, zobaczyć nowe ciekawe miejsca, pochodzić do kina, na imprezy do rana, kupować coraz to nowe fatałaszki, gadżety i inne dorosłe zabawki. Chcemy pożyć, nacieszyć się dorosłością, nachapać tego luzu przed wpadnięciem w pieluchy. Jaki jest efekt? Pędzimy za karierą, za pieniędzmi, żeby sfinansować zachcianki. A tego upragnionego luzu coraz bardziej brak, do pierwszego coraz trudniej dociągnąć, bo im pensja większa, tym popyt na wciąż nowe zachcianki rośnie. Stajemy się niewolnikami etatu, nowego pozornie fajnego i luźnego stylu życia. A cztery litery są z każdym rokiem bardziej spięte, bo życie na poziomie nie lubi zeskakiwać na poziom niżej.

Kosztowna inwestycja
I tu zbliżamy się do jednej z większych barier. “Nie jest to dobry czas na dziecko, bo nas nie stać”. Ileż razy ja to słyszę?! Co ciekawe – często od osób z przyzwoicie dużym mieszkaniem, dwoma wypaśnymi samochodami i wakacjami na Dominikanie. Rzecz jasna w kredycie. Dzieci rzeczywiście kosztują zdecydowanie więcej niż kosztowały kiedyś. Koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do ukończenia 19. roku życia dziecka) wynosi około 176.000 zł (Centrum im. Adama Smitha). Czy to dużo? Dużo to pojęcie względne. Dla jedych dużo, dla innych ułamek tego czym szastają na ciuchy i knajpy, a których podobno “nie stać na dziecko”. Warto też podkreślić, że dziś dzieci kosztują więcej, bo rodzice chcą wydawać na nie więcej. Jest modnie mieć ładniutkie kocyki, fatałaszki, buciki, czapeczki, kubeczki i inne dupereleczki. Rodzice dzisiejszych kilkuletnich maluchów są też zdecydowanie starsi niż rodzice kilkuletnich maluchów trzydzieści lat temu. Stać ich na więcej, wydają więc więcej. Zaczynamy gonić własny ogon, kupujemy na potęgę rzeczy, których nie potrzeba ani nam ani naszym dzieciom. To jednak temat na kolejny, obszerny felieton, który przeczytasz już niebawem. Na dziś zapamiętaj – dziecko kosztuje tyle ile zechcesz na nie wydać. A koszt, który powinieneś na nie wydać nie jest wcale tak duży jakim go sobie wyobrażasz. Poza tym jak głosi stare i wcale nie tak głupie przysłowie “Jak Bóg da dziecko, to i da na dziecko”. Coś w tym jest. Znam wiele dzieciatych rodzin, jedne bardziej zamożne, inne mniej. Każda z tych rodzin jakoś wychowuje te swoje dzieciaki, a one są szczęśliwe bez względu na ilość plastiku, która je otacza. Jeśli jako tako zarabiasz, stać Cię na wakacje czy przyjemności, nie wahaj się w kwestii czy Cię stać czy nie, bo ten problem Ciebie nie dotyczy.

A zegarek tyku tyk
Moje szczęśliwe knajpiane pokolenie wciąż twierdzi, że ma dużo czasu na prokreację. 30 lat to żadna granica, 35 rysuje się jako moment, w którym należy już zostać rodzicem. Trzydziestolatkowie żyją więc na luzie, bo mają jeszcze 5 długich lat wolności. Trzydziestolatkowie zmieniają partnerów, poszukują nowego szczęścia, bo czasu jest tak wiele. Za moment mają 32, za kolejną chwilę 33 lata. Gdy wskazówka przeskoczy na 34 podejmują decyzję. Chcieliby dwójkę, parkę, bo to tak fajnie, inni już tak mają. Mija rok, dwa, trzy. Mamy 37, a dziecka nie ma. Znajomi “odchowali” swoje pociechy, z radością pozbyli się pieluch, kaszek i smoczków, jadą na Kanary, narty i sięgają po inne wakacyjne ekstrema. A nasi 37-letni bohaterowie gonią własny ogon, bo do czterdziestki już tylko 3 lata. Czy to sztuczna rzeczywistość? Nie, to rzeczywistość którą widzę codziennie.
Ta magiczna dziesiątka pomiędzy trzydziestką, a czterdziestką pędzi z prędkością światła. Zawodowo to chyba najważniejsze dziesięć lat, prywatnie też ważne. To budowanie związku, planowanie życia razem, często rosnące możliwości finansowe na lepsze wakacje, podróże i inne atrakcje. To wszystko odejmuje nam dzień za dniem. A w ciążę nie zachodzi się pstryknięciem palca.
Na przestrzeni ostatnich 30 lat wyraźnie wzrósł wiek matek w Polsce – z 26 lat w 1980 roku do 29 lat w roku 2010. Powiesz, że to mała różnica. Weź jednak pod uwagę, że to średnia z całego kraju, a w małych miastach i na wsiach żyje się nieco inaczej niż w aglomeracjach, gdzie każdy goni za własnym konsumpcyjnym modnym ogonem.

Panie i Panowie! Tu też chodzi o zdrowie.
Co zdrowotnie oznacza dobry moment na posiadanie dziecka? Większość badań wskazuje, że z uwagi na minimalne ryzyko defektu płodu to 26 lat (tak, tak wiem, ten pułap masz dawno za sobą). Inne, (jakże ciekawe!!!) badanie wykazało, że najlepszy moment na urodzenie pierwszego dziecka to pod względem zdrowia u kobiet 34 rok życia, a najlepszy na urodzenie ostatniego … 35 rok życia! (Angelo Alonzo PhD, Ohio) Ha! Ot pstryczek w nos, który lubią fundować wyniki starań wielkich uczonych! Wracając jednak do powagi sytuacji – granica 35 lat to dla kobiety bardzo ważna granica. Ryzyko komplikacji ciążowych i chorób płodowych u dzieci jest zdecydowanie większe niż u kobiet przed 35 rokiem życia. Jak chcesz pogrzebać w statystykach to tutaj, w raporcie z badania przeprowadzonego przez zespół M. Jolly, N. Sebire, J. Harris, S. Robinson, L. Regan znajdziesz ich masę.
Prawda jest jedna i niepodważalna. W 2011 roku w Polsce mieszkało o ponad 36,0% mniej dzieci niż w roku 1989. Szacuje się, że w 2035 roku dzieci będą stanowiły 15,6% ogółu populacji (dla porównania w 1989 było to 29,5%). Co to oznacza? Tego już nie muszę chyba tłumaczyć, ale przyszłość marną się rysuje. Przynajmniej dla mojej małej trójki, która będzie łożyć na emerytury, drogi i inne publiczne wydatki.

Kiedy jest dobry czas na dziecko?
Odpowiedź jest (nie)prosta i brzmi –

zawsze i nigdy 🙂

A tak serio, z punktu widzenia mamy trójki brzdąców, radzę Ci odhaczyć pierwsze kilka lat pracy, żeby złapać odwagę zawodowych wyzwań, nieco rozwinąć skrzydła i posmakować życia zawodowego. Przed trzydziestką dobrze mieć pierwsze dziecko. Dziecko daje nie tylko frajdę rodzicom, ale i zmianę podejścia do życia prywatnego, zawodowego i wszystkiego co Cię otacza. Nie czekaj zbyt długo, a już na pewno nie czekaj dłużej niż do trzydziestki. Potem życie jest na tyle pasjonujące, że nie po drodze Ci z decyzją o pieluchowym spowolnieniu tempa, nie wspominając o tym, że fajnie być młodym rodzicem. A jeśli żal Ci kariery i chcesz łapać wszystko pełnymi garściami, to łap. Tu możesz przeczytać o tym czego unikać, abyś zostając rodzicem nadal pozostał sobą 🙂

Powodzenia!

P.S. Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Czytaj też inne artykuły M&L, komentuj i udostępniaj. Będzie mi niezmiernie miło.
Pozdrawiam,
I