Jeżeli oszczędzasz, to na pewno popełniasz ten błąd!

Ah, oszczędzanie. Temat bardzo ważny ale przez wielu kompletnie olewany. Dlaczego? Przez wiele czynników – brak możliwości (aczkolwiek ja zawsze uważam, że nawet przy niewielkich zarobkach da się coś odłożyć), brak wiedzy, brak czasu, brak mózgu (bywa…). Najważniejszym krokiem, aby rozpocząć oszczędzanie, jest samo uświadomienie sobie, że musimy to robić. Zdarzają się nam przecież nieplanowane koszty, chęć wyjazdu na wakacje, kupna nowego samochodu lub pralki. Musimy też myśleć oczywiście o przyszłości, czyli wydatki na dzieci oraz naszą emeryturę. No ale dobrze, podjęliście tę heroiczną decyzję i zaczynacie odkładać część swoich dochodów. Bardzo dobrze! Jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewien błąd mentalny, który prawie wszyscy popełniamy. Przyznam się, że ja czasami też. Chodzi o tzw. „mentalną rachunkowość”. Termin ten, ukłuty został przez legendę psychologii, Richarda Thalera, a jest wielokrotnie wspominany i omawiany przez Daniela Kahnemana (Noblistę w dziedzinie ekonomii z 2002 roku) i Amosa Tversky’ego. O co biega? Dam wam przykład. Pewnie większość z was ma w banku konto bieżące, z którego płacicie za comiesięczne wydatki. Macie może konta oszczędnościowe, gdzie na jednym oszczędzacie na wakacje, na innym na nowy samochód a inne macie na tzw. sytuacje awaryjne. Nawet jeżeli fizycznie nie macie tylu kont oszczędnościowych, to w głowie prowadzicie takie rachunki. Odkładacie część pieniędzy do pewnych „koszyków” i tam je trzymacie. Utrzymujecie hierarchię tych koszyków, czyli np. nie wypłacicie żadnych środków z konta, które przeznaczyliście na kupno mieszkania. Mówiąc inaczej, grupujemy (klasyfikujemy) pewne kwoty pieniędzy na takich mentalnych kontach, między którymi nie „przelewamy” sobie pieniędzy. Zdarza wam się tak? Myślę, że tak. Mnie też tak się zdarza. Mam konto, na które wpłacam środki przeznaczone na daleką przyszłość i w ogóle ich nie ruszam, traktuję je zupełnie osobno.  Taką mentalną rachunkowość prowadzimy nie tylko względem planowanych wydatków ale też pod kątem otrzymywanych dochodów. Inaczej traktujemy pieniądze zarobione z tytułu pracy, inaczej z rocznego bonusa (trafia wam się?) a jeszcze inaczej te dziedziczone czy np. wygraną w karty. Robimy źle! Spytacie, czemu?

Mentalna rachunkowość to bardzo szeroki temat opisany przez o wiele większych ekspertów niż ja. Jednak sam zdaję sobie sprawę, że grupowanie pieniędzy w różne koszyki, nie bierze pod uwagę korelacji między nimi. To ważne. Całość naszego kapitału powinniśmy traktować jako jedność. Czy naprawdę robi różnicę czy za piwo w sklepie zapłacicie z jednego czy drugiego konta? Przecież to te same pieniądze! Poniesiony koszt obniża całkowitą wartość waszego majątku. Więc nie ma znaczenia skąd je wypłacicie, macie po prostu mniej kasy. Zresztą, prowadzenie takiej mentalnej rachunkowości, może wam utrudnić inwestowanie (gdy się już na nie zdecydujecie). Ustawicie sobie indywidualne cele inwestycyjne (np. odkładanie na emeryturę czy też kupno mieszkania) i będziecie je traktować jako osobne koszyki. Spowoduje to, iż na jedne cele będziecie inwestować konserwatywnie (emerytura) a bardziej agresywnie na bliższy cel (mieszkanie). To błąd, gdyż analizując portfel inwestycyjny powinniśmy brać wszystkie jego elementy pod uwagę.  Nawet na indywidualnych transakcjach, mentalna rachunkowość może doprowadzić do straty. Parafrazując przykład (zmienię jednak kwoty i walutę w przykładzie) Daniela Kahnemana z jego książki „Pułapki umysłu”:

Potrzebujesz natychmiastowo 10 tys. złotych. Posiadasz akcje spółki X oraz spółki Y. Pakiet każdej z akcji wart jest te 10 tys. złotych, które potrzebujesz. Jednak akcje spółki X, kupiłeś za 8 tys. (czyli jesteś 2 tyś do przodu), natomiast akcje spółki Y kupiłeś za 12 tys. (jesteś 2 tys. do tyłu). Które akcje sprzedasz aby uzyskać te 10 tys., które potrzebujesz?

Klasyk. Sprzedasz akcje spółki X, czyli te, na których jesteś zarobiony. Spokojnie, większość tak robi. To jednak doskonały przykład zamykania udanych inwestycji, a trzymania transakcji stratnych. W ekonomii behawioralnej nazywamy ten stan „efektem dyspozycji”. Jest to świetny przykład tzw. „wąskiego kadrowania” (po polsku: zamiast analizowania całego kontekstu sytuacji, patrzenie tylko na to co się widzi; inaczej – klapki na oczach) gdzie inwestorzy otwierają takie mentalne rachunki dla każdej, pojedynczej transakcji i liczą, że każdy taki rachunek zamkną z zyskiem.

I jak? W miarę zrozumiałe czy zamotane? Jeżeli nie, pytajcie śmiało w komentarzach. Nie jestem psychologiem ale trochę już przeżyłem na tym świecie. Do tego zarabiam, tracę, wydaję oraz inwestuję. Znam temat z doświadczenia 🙂 A czy w ogóle można się jakoś chronić przed tym błędem mentalnym? Trudno jest. Łatwo przychodzi nam grupowanie oszczędności i wydatków. Jeżeli jesteśmy młodzi i zaczynamy oszczędzać, to nawet wskazane! Chyba najprostszą metodą sprawdzenia swoich „kont” to wrzucenie do Excela wszystkich swoich aktywów, żeby zobaczyć jak je grupujemy. Może wtedy zrozumiemy, że warto zastanowić się nad naszym portfelem (czyli kasą i aktywami, które posiadamy) naprawdę kompleksowo. A jak u was to wygląda? Macie podobne doświadczenia? A może rady? Dawajcie znać w komentarzach.

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂

 

Grafika: freeimages.com/Jean Scheijen