Jak w ogóle zacząć inwestować w akcje?

Dość często poruszam na blogu temat podjęcia inwestycji. Uważam, że kapitałem należy obracać po to aby mieć z tego korzyści w przyszłości. Jak kasa leży na koncie, to nie pracuje. Tym razem chciałbym skupić się na rynku akcyjnym. Niekoniecznie polskim, gdyż ten jest dość płytki (relatywnie mało spółek, raczej niska płynność). Na świecie jest sporo giełd i dziesiątki tysięcy notowanych spółek, których akcje można kupić (lub sprzedać, czyli „zagrać” na spadki kursu). Jak się w tym wszystkim połapać? Które akcje wybrać? Może się wydawać, że wybranie odpowiednich składników naszego portfela akcyjnego to karkołomne zadanie. Nie chcę tutaj wchodzić w inżynierię finansową i jakieś bardziej zaawansowane metody doboru akcji. Wiedząc, że większość z was to początkujący (czytaj: niekumaci) inwestorzy, chciałbym wam przedstawić dwa sposoby na rozpoczęcie inwestowania na rynku akcyjnym. Oczywiście, jak każda inwestycja, istnieje ryzyko utraty części kapitału. Dlatego też skupię się na możliwie bezpiecznym podejściu do akcji. Dobrze by było, jakbyście choć trochę podszkolili się z podstaw inwestowania. Nie ma co się pakować w projekty, o których nie macie żadnego pojęcia. A więc macie trochę wiedzy, trochę wolnego kapitału i trochę chęci, żeby zostać inwestorem. Dlaczego w ogóle rynek akcyjny? Tyle złego się o nim mówi…tyle osób tam traci…prawda. Ale są też tacy co zarabiają. Do tego, właśnie rynki kapitałowe dają możliwość inwestorom indywidualnym zwiększenie portfela inwestycyjnego. Do tego trochę statystyki: zyski z akcji (to dane z USA ale obrazujące co chcę przekazać) w długim terminie (od 1926 roku do dziś) wyniosły średniorocznie 6.7% (to zyski realne, czyli po odjęciu inflacji. Jeżeli przyjmiemy założenie, że inflacja w tym okresie wyniosła średnio 2% w skali roku, to nominalny zysk z akcji wyniósł 8.7%. Dodatkowo, ten zysk uwzględnia wypłacane oraz reinwestowane dywidendy). Oczywiście, zdarzały się okresy gdy giełdy leciały na pysk 20% – 30% lub więcej. Bywało też odwrotnie i takie zyski można było osiągnąć. Jako długoterminowy i pasywny inwestor, powinniśmy jednak patrzeć na długi termin czyli okres 20 – 30 lat. Teraz prosty, matematyczny przykład:

Inwestujemy 10 000 zł. na 20 lat w akcje (szeroki indeks akcyjny, bez kombinacji). Biorąc pod uwagę nasz potencjalny, nominalny zysk, czyli 8.7% (oraz reinwestowanie tego w zysku w kupno kolejnych akcji), ile będziemy mieć środków za 20 lat? Wychodzi nam 53 038 zł. Ładnie prawda? A ile byśmy mieli, gdybyśmy zachowali powyższe założenia tylko, że co roku (na koniec), byśmy dopłacali kolejne 1000 zł do naszego rachunku inwestycyjnego? Wychodzi 102 508 zł. Fajnie, co?

Jakie mamy więc możliwości, aby zacząć spokojnie, w miarę (nacisk na „w miarę”) bezpiecznie i w miarę inteligentnie inwestować? Zacznijcie od:

Fundusze indeksowe – to fundusze, które replikują wybrany indeks czyli ich wyniki odzwierciedlają stopy zwrotu z koszyka akcji, ktore wchodzą w skład danego indeksu. Czyli kupujecie cały indeks, wszystkie akcje wchodzące w jego skład. Nie musicie się martwić o wybór konretnych akcji, po prostu macie w portfelu inwestycyjnym cały indeks. W Polsce raczej mało dostępne (mają je ING oraz Ipopema, sprawdźcie), a szkoda. Te co są i tak szokując opłatami. W USA, opłaty za prowadzenie funduszy indeksowych wahają się w przedziale 0.2% – 0.6%/. U nas niestety, nie są to fundusze autorskie danej instytucji a raczej tzw. fundusze funduszy (funds of funds). Co się z tym wiąże? Szokujące opłaty przekraczające 1.5%. Może warto pomyśleć o założeniu konta w zagranicznej instytucji finansowej? Prekursorem funduszy indeksowych była amerykańska Vanguard i u nich możecie sobie sprawdzić jak to wygląda. Po co ograniczać się do polskiej, bardzo ubogiej oferty. A fudusze indeksowe to naprawdę kapitalna metoda inwestowanie na rynku akcyjnym (ale długoterminowo!!!). Zresztą, o funduszach indeksowych, ich zaletach, wadach, możliwościach itd. na pewno jeszcze napiszę. Alternatywą do funduszy indeksowych są tzw. ETF-y (czyli Exchange Traded Funds). Bardzo fajna opcja, tańsza (w Polsce przynajmniej), ale już bardziej skomplikowana. O tym też na pewno napiszę jeszcze 🙂

Akcje – wow! od razu kupno akcji? tak, ale wykorzystajmy rady jednego z najlepszych i najbardziej poważanych doradców inwestycyjnych w historii czyli Benjamina Grahama (autora min. „Security Analysis” oraz „Intelligent Investor”… ta druga książka to klasyk o inwestowaniu wartościowym, jedyną książkę, które poleca Warren Buffett..chyba znacie gościa?). Jak już więc chcemy samodzielnie wybierać akcje do portfela, zróbmy to co on radzi (mimo, że radził to 50 lat temu, jest to cały czas aktualne…jego rady biorę z książki „Inteligentny Inwestor” wyd. Studio Emka..super pozycja):

  1. akcje powinny być zdywersyfikowane. W swoim portfelu akcyjnym posiadaj nie mniej niż 10 spółek, nie więcej niż 30. Logiczna rada. Jak kupisz 100 różnych akcji, nie będziesz w stanie ich śledzić ani kontrolować.
  2. Każda z wybranych spółek powinna być duża, szacowna i finansowana w sposób konserwatywny. Mówiąc wprost – duża kapitalizacja (relatywnie względem kapitalizacji innych spółek notowanych na danej giełdzie) firmy oraz mało długu (czyli, że spółka nie jest winna dużo pieniędzy bankom czy posiadaczom obligacji).
  3. Spółka powinna mieć długą historię wypłacania dywidend. Jeżeli chodzi o rynek polski, to patrzyłbym na spółki, które wypłacają regularnie dywidendę od 10 lat. Jeżeli chodzi rynki zachodnie, to 20 lat.
  4. Cena płacona za akcję nie powinna być wyższa niż 25 przeciętnych zysków z ostatnich 7 lat (nie więcej niż 20 zysków za ostatnich 12 miesięcy). Czyli, że wskaźnik C/Z (cena do zysku…poczytajcie) nie powinien przekraczać tego poziomu.

Wszystkie te parametry możecie sami zmierzyć lub pomogą wam dostępne na różnych stronach internetowych tzw. skanery akcji (ustalacie parametry, skaner wypluwa wam spółki spełniające wasze wymagania). Taki wybór akcji, nawet jeżeli jesteście początkujący, to powinien dać wam pewien margines bezpieczeństwa.

Jak widzicie, możecie zacząć inwestować na rynku akcyjnym w miarę spokojny sposób. Ryzyko cały czas istnieje, to przecież rynek kapitałowy. Jeżeli jednak myślicie o długim terminie, naprawdę warto zacząć się tym interesować. Spróbujcie, może to jest to czego potrzebowaliście. Może to jednak nie dla was. Dopóki nie spróbujecie, nigdy nie będziecie wiedzieć. Powodzenia!

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!

Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania

Grafika: Freeimages.com/simon stratford