Jak nie szastać pieniędzmi?!

W co zainwestować? Gdzie zasięgnąć wiedzy o inwestycjach? Zapewne czasem nurtują Cię te kwestie. Ile odkładasz w każdym miesiącu? To pewnie trawi Cię nawet częściej. Te pytania są bardzo ważne i powinieneś zadawać je sobie regularnie siedząc przed białą kartką papieru i spisując pomysły – ale o nich innym razem. Dziś skoncentruję się nad tym co przecieka nam wszystkim codziennie między palcami – o pieniądzach, które wydajemy bezwiednie, nieświadomie, poddając się coraz bardziej wysublimowanym metodom kreatywnych zespołów marketingowo-sprzedażowych nie bacząc na nasze prawdziwe potrzeby nie wspominając o gustach.
Ile w ostatnich tygodniach kupiłeś rzeczy, które w istocie nie do końca są lub były Ci przydatne? Używam tu również czasu przeszłego otaczając szczególną uwagą szeroki segment już strawionej spożywki, na którą wydajemy zdecydowanie zbyt wiele i zdecydowanie zbyt bezmyślnie. Dobrobyt nas otoczył i choć “Polska w ruinie”, to przynajmniej w dużych miastach tego nie widać. Oczywiście wydawanie na prawo i lewo znakomicie podbija handel, szeroko rozumiany konsumpcjonizm, a w konsekwencji i wzrost gospodarczy. Pytanie czy lepiej wydawać szerokim strumieniem na rzeczy trywialne czy lepiej może nie tak często, a z większym rozumem i ostatecznie znaczniejszą satysfakcją. I przede wszystkim jak świadomie kontrolować wydatki.

Stałe opłaty
Myśląc o swoich stałych opłatach myślisz najczęściej o czynszu, kredycie, opłacie za internet, kablówkę i innych często nieprzyzwoicie drogich i mało przyjemnych kosztach. Warto mieć je terminowo uregulowane i nie kumulować. Dlatego wszystkie opłaty stałe płać zawsze z góry, już na początku miesiąca kalendarzowego, kiedy konto pęcznieje od nowo przybyłej pensji. Nie zapomnij też o ostatniej, ale najważniejszej opłacie stałej – o rachunku dla samego siebie. Tak, odrazu z góry zapłać stałą kwotę sobie, czyli kwotę której nie wydasz w nadchodzącym miesiącu, a która zasili Twój kapitał inwestycyjny. Tuż po wpływie pensji ureguluj wszystkie opłaty stałe, a tę Twoją prześlij na konto oszczędnościowe, które może być zwykłym kontem ROR, oczywiście bez karty płatniczej. To co zrobisz z tą kwotą, to zupełnie inny temat, o którym napiszę innym razem. Na dziś o niej zapomnij, niech się ma spokojnie.

Zostań planistą
Przestrzenne planowanie to klucz do tego, abyś przechytrzył sztab marketingowców i speców od sprzedaży. Planuj swoje bieżące wydatki z góry. Dla ułatwienia stosuj sumy kosztów i ich estymacje. Stwórz arkusz kalkulacyjny – w kolumnach ustal miesiące, w wierszach typy kosztów. Wylistuj opłaty stałe jako odrębne pozycje. Okaże się, że część z nich (np. kablówkę+internet) możesz całkiem łatwo obniżyć. Resztę poprostu zostaw w tabeli, może kiedyś znajdziesz metodę na cięcie. Wielkość opłaty stałej dla siebie określisz nieco niżej. Przejdź do kosztów zmiennych, ale stosunkowo łatwych do estymacji na nadchodzący miesiąc. Będą to z pewnością artykuły spożywcze i wszelkiego rodzaju chemia do domu – u mnie na przykład przy trójce dzieci to dość pokaźny koszt, który miesiąc w miesiąc mozolnie próbuję zoptymalizować. I uwierz jest co. Kolejny koszt zmienny możliwy do przewidzenia to wydatki na jedzenie w pracy. Lunch w biurowej stołówce? 20? 30zł? A może 40-50zł w ramach zdrowego cateringu, który codziennie wjeżdża na Twoje biurko? 20zł różnicy przy lunchu to 400zł różnicy na miesiąc, a 4.800zł różnicy rocznie. Pewnie teraz kiwasz głową albo robisz wielkie oczy. Tak! A to jeszcze nie koniec. Dochodzi latte w kawiarni za rogiem – każda po 10zł, dochodzą fajki i inne historie po 5-10zł, a to wszystko wpada w koszt zmienny możliwy do estymacji. I już w fazie estymacji łapiesz się za głowę ile rocznie byś miał w kieszeni. Wróćmy jednak do tej estymacji. Estymujesz, wrzucasz w arkusz. Przechodzisz następnie do pozostałych kosztów zmiennych, które da się wyestymować. Dla mnie na przykład jeszcze niedawno taką estymacją było mleko modyfikowane dla moich cudownych maluśkich bliźniaków, na które miesiąc w miesiąc wydawałam … 700zł! A na rok?! No cóż, mam nadzieję, że ta inwestycja przyniesie mi na starość przynajmniej kubek ciepłej herbaty i miłe słowo ;). Całe szczęście ten okres jakże przedziwnego wydatku się skończył, teraz odliczam czas do końca używania pieluch. Te też nie kosztują 5zł.
Wróćmy jednak to Twojej listy. Masz już wszystkie estymacje. Dodaj pod nimi wiersz “Inne”, który przeznaczysz na sumę kosztów jednorazowych możliwych do przewidzenia w nadchodzącym miesiącu. I tak tu wpadnie np. podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste, prezent ślubny dla przyjaciela czy ekskluzywny upominek z okazji urodzin Twojej ukochanej teściowej. Wrzucasz tam wszystko to, co się wydarzy w następnych czterech tygodniach i o czym już teraz wiesz.
Kolejny wiersz to kwota spłaty karty kredytowej – o ile takiej używasz.
Nareszcie przyszedł czas na sumę tych jakże interesujących wydatków. Sumujesz, przecierasz oczy ze zdziwienia i idziesz dalej. W kolejnym wierszu wpisujesz wysokość wynagrodzenia, które dzisiaj wpadło na Twoje konto. Tak, zrób to ćwiczenie odrazu po otrzymaniu przelewu. Kasa będzie się mniej rozchodzić, gdy kontrolę wprowadzisz już pierwszego dnia.
Kolejny wiersz to różnica Twojej pensji i sumy wszystkich wyestymowanych wcześniej wydatków. I to jest wiersz klucz. Klucz do Twojej opłaty stałej, tej którą zaraz prześlesz na konto bez karty. Z drugiej strony poskromienie Twojej wybujałej konsumpcyjnej natury, która już planuje które knajpy odwiedzić i które sklepy najechać, bo przecież są wyprzedaże. Tu zaczyna się walka dwóch sił. Czasem ze zdziwieniem stwierdzisz, że jest za mało na odłożenie czegokolwiek albo dziwnie mało. Wróć do wczesniejszych wierszy w tabeli i zastanów się gdzie są możliwe cięcia. Wprowadź nastawienie przedsiębiorcy, będzie zdecydowanie łatwiej. W końcu wpisz kwotę Twojej opłaty stałej i zapłać ją sobie odrazu. Resztę przebombaj przez nadchodzące 4 tygodnie. Uwierz mi jednak, już nie będzie szło to tak lekką ręką. A przede wszystkim masz wreszcie 1:0 w grze z marketingowcami i sprzedawcami.

Nie dla podwyżki
Dostajesz podwyżkę? Ekstra! To znaczy, że się rozwijasz. Zaczynasz wydawać więcej? To już gorzej. Czasem podwyżka jest potrzebna, żebyś wskoczył na nieco lepszy poziom życia. Pytanie jednak czy tę całą nadwyżkę trzeba wydawać. W większości przypadków przekonasz się, że całą nadwyżkę możesz odrazu przelać na konto bez karty i życie też się nie zawali.

Jest premia, jest kolorowo
Dostajesz premię? Kwartalnie? Rocznie? Ile z niej wydajesz, a ile odkładasz? Premia to przychód dodatkowy – jeśli możesz go odłożyć w całości to odłóż. Jedynie małą jej część przeznacz na upominek dla samego siebie, w końcu to nagroda i coś Ci się należy. Nie przesadzaj jednak z tymi darami.

Suchy plan to nie plan
Zrobiłeś profesjonalny arkusz obliczeniowy, świetnie. Co miesiąc do niego zajrzysz. To jednak 20% sukcesu. Warto, abyś dosyć regularnie analizował ten plik, rzucił okiem na wszystkie koszty na przestrzeni kilku miesięcy, a nóż wpadnie Ci pomysł na ich obniżkę. Z pewnością jednak wyrobi nawyk oceny przydatności wszystkiego co kupujesz.

Personalny trener
Jeśli plik nie pomoże Ci w nawykach zakupowych, zafunduj sobie personalnego trenera w postaci … mobilnej bankowości, która ma automatyczne powiadomienia o zmianie salda Twojego konta bankowego. Ten wyjątkowo bezczelny trener za każdym razem gdy przeciągasz kartą po terminalu płatniczym i gdy robisz przelew, oznajmia na ekranie telefonu: “Stan Twojego konta zmniejszył się o … złotych”. Ba! Jeśli masz smartwatch to i ten uderza w identyczną tonację, więc batów masz dwa. Jakże to mobilizuje do myślenia o zasadności decyzji zakupowej, którą właśnie podejmujesz stojąc do kasy z naręczem ciuchów z wyprzedaży!

Nadwyżki nie podlegają akumulacji
Koniec miesiąca się zbliża, kolejna pensja tuż tuż, a Ty tak dopracowałeś arkusz kalkulacyjny i nastawienie sknerusa, że coś na koncie nawet zostało. I co teraz??? Rady mam dwie. Albo wydaj lekką ręką, z fantazją. Albo przelej na konto bez karty jak tylko nadejdzie nowa pensja. Łatwiej będzie Ci utrzymać zwyczaje zakupowe w ryzach jeśli nowy miesiąc zaczniesz znów od początku.

Nic mi więcej nie potrzeba oprócz …
Zweryfikuj swoje potrzeby i decyzje o wydatkach. Zacznij od tych najmniejszych typu kawa w kawiarni za rogiem, typ wina, które wypijesz dziś wieczorem do kolacji czy płyn do prania, dzięki któremu Twoje ubrania “pachną wiosną” jak to mówi szczęśliwa pani domu w kolorowej reklamie. Przejdź następnie do tych nieco większych, ale jeszcze nie tak bardzo zauważalnych – niedzielny obiad z przyjaciółmi w jakże modnej ostatnio knajpie, impreza w popularnym klubie z kolorowymi drinkami czy może karnet na siłkę. Analizę wydatków skończ na tych, których zakup rozważasz nieco dłużej – nowe buty, wypad za miasto na weekend czy 3 dni w Lizbonie. Spisz sobie po 20 przykładów z tych trzech kategorii i pomyśl czy napewno Ci ich trzeba. Jeśli ta kawa na rogu jest tak ważna, że jej brak dzień Ci obrzydzi, to kupuj ją, a nawet i dwie. Na ogół jednak okaże się, że większość z tych wydatków jest pozbawiona sensu, podyktowana reklamą, którą wśrubowano Ci z wielkim sprytem. Okaże się być może, że jest poprostu spowodowana modą, bo teraz na przykład każdy biega, a biegać należy w stroju odpowiednim, w żadnym razie w bluzie z “biedry” – wtedy nie ukończysz kolejnego maratonu, do którego tak mozolnie trenujesz w ciuchach z odpowiednim logiem. One przecież są tunningiem Twoich możliwości.
Wróćmy jednak do listy, którą właśnie spisujesz. Przeanalizuj ją, przyznaj przed sobą ile głupot popełniłeś. Policz to w procentach – bardzo boli jeśli okaże się, że 40-50% swoich środków przepuszczasz przez palce na rzeczy, których w ogóle Ci nie trzeba. Spokojnie, nie staniesz się przez to sknerą bez przyjaciół, bo już kolacja z nimi nie tak miła. Zyskasz świadomość każdej wydanej złotówki, będziesz wydawał według Twoich priorytetów, a nie według priorytetów firmy, która ma świetny marketing. Świadome i mądre wydawanie pieniędzy na codzień to nic innego jak praca nad strategią dotyczącą Twoich priorytetów. Powodzenia.

Grafika: freeimages.com/photographer/Odyar-53135