Inwestowanie??!! Dziękuję, nie dla mnie.

5% Polaków aktywnie inwestuje swoje pieniądze. W Stanach 55%, a w Europie Zachodniej odsetek ten wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu procent w zależności od kraju. Ta statystyka plasuje nas na dosyć wstydliwym miejscu w rankingu krajów o rozsądnym tempie rozwoju. Dlaczego w Polsce nie inwestujemy? Dlaczego nie wprawiamy kapitału w ruch, mimo że większość z nas wie, że “pieniądz nie lubi leżeć”?!

Z inwestorami indywidualnymi i osobami, które chcą nimi zostać mam do czynienia 10 lat. Te lata pełne obserwacji czerpanych ze szkoleń, które prowadziłam, rozmów z inwestorami, rozwiązywania problemów i wspólnego forsowania przeszkód, pozwoliły mi kolekcjonować doświadczenia, które dziś zbieram w tym artykule, z nadzieją, że zachęcę was do inwestowania przyczyniając się do zmniejszenia tej wstydliwej przepaści pomiędzy Polską, a Europą Zachodnią.

(O)błędna historia
Podstawową przyczyną tego, że Polacy są bierni inwestycyjnie, jest historia, w efekcie której nie dane nam było akumulować kapitału i naturalnie uczyć się jego reinwestowania. Z drugiej strony zawieruchy historyczne wyrobiły w nas otwartość na wyzwania, kreatywność, umiejętność podejmowania ryzyka i zdolność do przedsiębiorczości. Nic dziwnego, że Polska jest krainą startupami płynącą. Paradoksalnie to właśnie te czynniki tworzą DNA świadomego inwestora i to właśnie ich aktywność widać było w latach dziewięćdziesiątych, gdy Polska prężnie rozwijała rodzimy parkiet giełdowy. Niestety strategia i misja rozwoju Giełdy Papierów Wartościowych nie okazały się na tyle spójne, żeby utrzymać to imponujące tempo rozwoju w dzisiejszym świecie zmian. Nie znaczy to jednak, że Polakom skończyły się możliwości inwestycyjne. Są w gruncie rzeczy na każdym rogu, byleby mieć odpowiedni filtr w oku. Ale o tym innym razem.

Kasy wciąż mało
Pytani o przyczyny tego dlaczego nie inwestujemy, wymieniamy często brak kapitału. Podkreślamy, że Polacy są biedniejsi niż obywatele Europy Zachodniej. Brak kapitału ma różne oblicza – większość natomiast nie jest prawdziwa. W części przypadków to rzeczywiście smutna prawda, jednak na ogół deklarujemy brak środków w rzeczywistości je mając, ale mentalnie zaksięgowaliśmy na inny cel. Lubimy trzymać pieniądze na lokacie, która przynosi mizerne stopy zwrotu. Mamy ją jednak na czarną godzinę. Zadaj sobie pytanie czy wszystkie środki naprawdę powinny kisić się na lokacie, warto je różnicować. Ponadto pamiętaj – “Pieniądz nie lubi leżeć”. Kolejna bujda związana z brakiem kapitału ma swoje przyczyny w codziennych wydatkach, w tym jak bardzo te wydatki skorelowane są z działaniami marketingowymi globalnych firm, które traktują Polskę jak dobry rynek zbytu. Możemy być dumni, bo to też oznacza, że kraj się rozwija, że doceniają go zachodni giganci. Z drugiej jednak strony czyszczą Twój portfel ze środków, które mógłbyś zainwestować nie zaciskając pasa. Niemcy na przykład są narodem, który rozsądnie wydaje to co zarobi. Niemcy kupują to czego im rzeczywiście trzeba, wydają rozsądnie, co nie znaczy super oszczędnie. Nie kupują ciuchów wraz ze zmianą wystaw w galeriach handlowych, segregują śmieci, bo tak jest taniej. Jeżdżą samochodami długo i oszczędnie, nie piłują silnika, dbają o cztery kółka, żeby starczyły na dłużej. Większość nowych fantastycznych samochodów w Niemczech, to samochody służbowe. Ci, którzy kupują prywatnie, kupują na dłuższy czas. Pewnie powiesz, że ten Niemiecki “Ordnung” jest nudny. Oczywiście nasza ułańska fantazja dostarcza więcej wrażeń, ale ich “Ordnung” pozwala żyć na wyższym poziomie i dywersyfikować ryzyko majątkowe. O tym jak dbać o pieniądze na codzień, możesz przeczytać we wpisie “Jak nie szastać pieniędzmi?!”.

Potentaci nieruchomości
Inna forma hibernacji kapitału, która jest przyczyną jego niedoboru w inwestycjach, to nieruchomości. Lubimy inwestować w nieruchomości – na ten temat można napisać obszerne opracowanie. Nieruchomości w Polsce to zadziwiająco modna i przereklamowana metoda, owszem opłacalna, ale dla osób z doświadczeniem. Obrót nieruchomościami i ich wynajem wymagają odpowiedniej wiedzy, smykałki do interesów, umiejętności sprzedaży, negocjacji i nawet sporej szczypty wyczucia marketingowego. Nie mówiąc o tym, że inwestując w nieruchomości powinieneś mieć świadomość wybranych przepisów prawa, bez których Twoja inwestycja może okazać się wyjątkowo nietrafna. Przy inwestowaniu w nieruchmości kapitał jest unieruchomiony, często nie przynosi rozsądnej stopy zwrotu, a w skrajnych przypadkach wciąż na nią czekasz mając nadzieję na wzrost cen. Sytuacja jest zadziwiająco podobna do tej na giełdzie – mam akcje, których ceny nurkują i czekam na odbicie, zamiast zamknąć w niedużej stracie, jeśli są do tego przesłanki. Pamiętaj jednak – instrumenty na giełdzie, nawet te o relatywnie słabej płynności, są bardziej płynne niż nieruchomości! Jeśli myślisz o tym, żeby inwestycyjnie władować w nieruchomość 70-80% Twojego wolnego kapitału, to wybij sobie to z głowy!

Ciułacze zamartwiacze
Kolejna blokada, która odciąga Cię od inwestowania to gen ciułania. Z premedytacją piszę “ciułania”, bo to nawet nie jest oszczędzanie. Rodzice i dziadkowie uczyli nas ciułać bez konkretnego celu. Grosz do grosza, żeby nie wydać zbyt wiele. Oczywiście w dzisiejszym świecie konsumpcjonizmu jesteśmy między młotem a kowadłem. Z jednej strony wydajemy lekką ręką na kolejne latte w kawiarni, na fajki, na ciuchy, na egzotyczne wakacje. Z drugiej czasem włącza nam się tryb ciułania i odkładamy pieniądze z tak wielkim oddaniem i bez określonego celu, że potem trudno je reinwestować, bo przecież jest ryzyko, że część z nich wypłynie. Gen ciułania zakop, zapomnij o oszczędzaniu i poprostu zacznij rozsądnie wydawać. Wtedy podejdziesz do nadwyżek proaktywnie, nie bojąc się o nie, co wcale nie znaczy że będziesz podejmować mocno ryzykowne decyzje.

Twoja wina, Twoja wina, …
Teraz wejdę w tematy, które działają na mnie jak płachta na byka. Powody, które opisałam wcześniej, są powodami, które narzucono nam historycznie i kulturowo, z którymi powinniśmy sobie radzić, które powinniśmy niwelować, ale których nie jesteśmy jako tako winni. Te natomiast, które teraz wezmę na tapetę, to powody, za które w całości jesteśmy odpowiedzialni, które wynikają w równym stopniu z ignorancji co z lenistwa. A chodzi o brak wiedzy i brak czasu!

Czas (o) mierz!
Brak czasu! Słowo klucz, powód nagminny braku podejmowania czynności, do których nie do końca Ci po drodze, a które chciałbyś realizować. “Nie mam czasu na trening, na sport, na rozsądne jedzenie, na rodzinę itd”. Wszystkie te kwestie trudne do ogarnięcia, wymagające planowania, wkładasz w szufladkę “brak czasu”. A wystarczy podzielić je na części pierwsze, realizować minimalnym nakładem czasu i energii, a okaże się że całkiem łatwo przychodzą. Podobnie jest z inwestowaniem. Wystarczy wygospodarować 15-30 minut dziennie na naukę i aktualizację wiadomości. I to wcale nie musi być 30 minut ciągiem. Możesz te minuty łapać w locie, na telefonie, w drodze do pracy czy na spotkanie. Okaże się, że inwestowanie Cię wciągnie i być może będzie kolejnym hobby, które wejdzie Ci w krew. A będzie to naprawdę rozsądne hobby.

Kupować to złoto?
Brak wiedzy! Kolejne oszustwo, którym karmisz siebie z przekonaniem, że wiedza o inwestycjach zarezerwowana jest tylko dla specjalistów. W dzisiejszym świecie globalizacji i popularyzacji treści edukacyjnych w sieci, tajniki inwestycyjne stoją przed Tobą otworem. Wystarczy trochę pogrzebać i zacząć czytać wartościowe rzeczy zamiast spędzać czas na przeglądanie szmirowatych portali czy oglądanie programów tv robiących wodę z mózgu. Pamiętaj, każdy głupkowaty serial to złodziej czasu, który mógłbyś poświęcić na coś sensownego. Szkoda czasu na rzeczy, które nic nie wnoszą. Z bodźców, którymi atakujesz swój mózg, powinieneś wyciągać jakąś wartość dodaną. Inaczej robisz śmietnik z mózgu, a przy wciąż rosnącym wpływie dzisiejszych mediów na Twoją codzienność, powinieneś minimalizować ten śmietnik, żeby żyć we względnym spokoju.

Przetrzyj oczy
Inwestowanie to jeszcze do niedawna obszar zarezerwowany dla instytucji finansowych lub ludzi bogatych z zapleczem osób zarządzających kapitałem. Dziś jednak świat wygląda zupełnie inaczej. Nowoczesne technologie i szeroka dostępność wiedzy otworzyły świat inwestycji dla “szaraków”. Tak jak półprofesjonalnie zaczynamy uprawiać sporty (narciarstwo, wspinaczka, kolarstwo itp.), tak też półprofesjonalnie możemy zacząć inwestować. Piszę półprofesjonalnie, bo inwestycje nie są pełnoetatowym zajęciem dla większości z nas. Znam jednak coraz więcej inwestorów, którzy ze swojego inwestycyjnego hobby zrobili zawód. Można? Można! Każdy może. Ty też. Bierz się więc za doktora Google’a i zacznij to rozsądne hobby. Googluj, zanim napiszę więcej merytoryki o inwestycjach. Nie czekaj, w sieci możesz znaleźć wszystko. To będzie Twoje perspektywiczne hobby. Prawdopodobnie jedyne lub jedno z bardzo nielicznych, które może stanowić dodatkowe źródło dochodu!

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂

grafika: pl.freeimages.com/photographer/svilen001-32617