Czytnik e-książek, a zapach papieru

E-booki są coraz bardziej popularne, zaczynamy sięgać po czytniki e-książek podążając za modą lub poszukując alternatyw na bibliotekę w podróży. Ja trafiłam na czytnik trochę z ciekawości, trochę ze słabości do gadżetów. Dziś zastanowię się czy rzeczywiście było warto? To jest niekończąca się dyskusja między zwolennikami zapachu książek, a tymi którzy przesiedli się na wydania cyfrowe. Spór podobny w swojej istocie do dysput narciarzy ze snowboardzistami o to, którzy mają fajniej. Skupmy się jednak na twardych argumentach.

Czytanie książek to jedno z moich najprzyjemniejszych hobby i jednocześnie inwestycja w różne sfery życia począwszy od mentalnego spokoju przy moim cyrkowym życiu pełnym dzieci i wymagającej pracy, poprzez liczne przygody z treningiem szarych komórek, a skończywczy na pomysłach związanych z biznesem. Kilka lat temu przesiadłam się na czytnik bez specjalnego przekonania o słuszności tego wyboru, kierując się jednak moją niesłabnącą skłonnością do testowania różnych gadżetów z przydomkiem “tech”. Przesiadka odbyła się w ciekawym momencie, który przesądził o mojej miłości do e-wydań. Było lato, wakacje, pakowanie manatków nad morze. Jeszcze wtedy z jednym dzieckiem, choć z tamtej perspektywy ilość dupereli, które trzeba zabrać ze sobą, wydawała się kosmiczna. W tym czasie czytałam książkę nieco ponad 800 stron (takie na ogół toleruję, nie kończą się zbyt szybko). Wizja noszenia cegły na plażę wraz z kilogramami innych jakże przydatnych rzeczy nie była zbyt ponętna i wtedy pojawił się on. Zmiana odważnika na zgrabne akcesorium, które może pomieścić podobnych jemu jeszcze kilkadziesiąt przekonała mnie w … 90%. Nadal byłam po tej stronie barykady, gdzie zapach książek wyjątkowo nęcił.

Przygodę z czytnikiem wytrwale jednak kontynuowałam. Okazało się, że czytnik jest wyjątkowo pomocny w utrzymaniu dobrych relacji z małżonkiem. Brzmi intrygująco i dwuznacznie? Muszę Cię rozczarować, bo sprawa jest nadzwyczaj prosta. Siedzicie razem w salonie, jedno ogląda film, a drugie nie męczy światłem lampy jak na przesłuchaniu. Czytnik sprawdza się idealnie, nie denerwuje miłośników kina, a pozwala spędzić już i tak ograniczony czas wolny wspólnie bez uszczerbku na pasji którejkolwiek ze stron.

Czytnik okazał się również zbawienny w podróżach. Nie lubię podróży, szczególnie tych samochodem, które uznaję za potworną stratę czasu. Przepraszam – uznawałam dopóki nie znałam czytnika. Teraz podróż w dzień czy w nocy jest tylko i wyłącznie dobrą inwestycją w moje wartości intelektualne.

Okazuje się również, że e-wydania powodują, że czytamy więcej. Czytelnicy e-book-ów czytają średnio 24 tytuły w ciągu roku, podczas gdy miłośnicy zapachu książek czytają ich tylko 15 (badania wykonane przez amerykański instytut PEW). Ba! 56% szczęśliwych posiadaczy czytników deklaruje, że czyta książkę codziennie podczas gdy taką deklarację składa 45% ogółu czytelników książek. Dlaczego tak się dzieje? To dosyć trywialne, ale i nie tak oczywiste. Po pierwsze czytnik jest mały, zmieści się wszędzie. Czytamy go w windzie (tak! zawsze to minuta czytania), przy lunchu, w tramwaju i tak dalej i tak dalej. Ponadto treści czytnika można udostępnić na innych urządzeniach, a więc wieczorem czytam na czytniku, w ciągu dnia, w biegu już na telefonie lub tablecie. I czytam rzeczywiście znacznie więcej, łapię wolne chwile na lekturę, dzięki czemu przerabiam ich mnóstwo.

Interesującą jest również obserwacja, że czytnik to fantastyczna rzecz dla młodych rodziców. Nocne niemowlakowe imprezy są zdecydowanie przyjemniejsze, bo możesz poczytać zamiast ślęczeć jak zakładnik wielkiego małego dyktatora. A i malucha nie wkurzasz świecąc mu lampą prosto w twarz. Ja podczas licznych nocy spędzonych z moimi uroczymi bliźniakami przeczytałam dziesiątki książek i wspominam to naprawdę sympatycznie.

Ostatnie, ale nie mniej ważne – biblioteka w trybie “e” nie zajmuje miejsca w mieszkaniu. Jeśli jesteś molem książkowym, prędzej czy później tego miejsca poprostu zabraknie, a książek wyrzucić? – broń Boże, oddać z kolei też szkoda. Ponadto czasem czytasz tytuły dla tzw. odmóżdżenia, a którymi niezbyt chętnie chcesz się chwalić w bibliotece z oczywistych przyczyn. E-wydania znakomicie załatwiają ten temat – możesz utrzymać wizerunek literata podczas gdy czasem i Tobie trafi się szmira. Ponadto e-wydania to ochrona lasów, proekologiczna postawa i inne temu podobne wzniosłe historie, które jednych przekonują, innych zdecydowanie mniej.

Na koniec dodam, że czytnik jest świetną biblioteką, w której można czytać kilka książek naraz. To mnie zawsze odstraszało – trzymanie “pod ręką” dziesięciu książek wydawało mi się chaotyczne i nieefektywne w zgłębianiu literatury. Od kiedy e-czytam ten problem nie wiedzieć kiedy się rozmydlił, a ja przerzucam się z niezwykłą zwinnością z lektury na lekturę w zależności od humoru czy zainteresowań danego dnia. Ba! Widzę ile procent której lektury mam za sobą i poprostu nie potrzebuję zakładek.
Jeszcze Cię nie przekonałam do zostania e-molem? Radzę – kup czytnik, a będziesz zadowolony. Zapach papieru zostaw natomiast historii – dzisiejsze książki mają zapach kleju, niewiele zostało w nich finezji zapachu książek jaką znamy.