Czy urlop wychowawczy jest zbawczy?

Kochanie, nie musisz wracać do pracy. Zostań z dziećmi w domu, możemy przecież sobie na to pozwolić.

Jeśli zdarzyło Ci się złożyć Twojej partnerce taką deklarację, zastanów się czy jej nie wycofać. Jeśli usłyszałaś taką troskliwą propozycję od partnera, niech Ci się nie robi miło na sercu i nie planuj zostawać z dziećmi w domu ot tak. Przemyśl tę decyzję dobrze – może być najlepszą w Twoim życiu, ale też może napsuć Ci tak nerwów jak i zrujnować przyszłosć. Powodów jest conajmniej kilka. Ważne, abyście oboje mieli ich świadomość jeszcze przed tą kluczową decyzją.

Słodka orka
Lata spędzone z dziećmi w domu to najczęściej orka. To nie praca na etat, nawet nie na dwa. To robota przez całą dobę, na najwyższym biegu, często doprawiona stresem. To działania, za które nikt nie płaci (tak, wprawdzie mąż czy partner zarabia, ale to jednak jego zarobione pieniądze) i to działania, których nikt tak nie doceni jakby Matka Polka chciała. “Przecież siedzisz w domu, to co narzekasz, stresu nie masz, do pracy nie musisz chodzić, ja bym tak chciał”. To ciężkie zajęcie i całkowite poświęcenie. Jeśli skłaniasz się do zostania w domu z uwagi na to, że to taki fajny luźny czas, to wykreśl ten argument z listy zalet. Orka przy jednym dziecku jest jeszcze umiarkowana, choć zależy to od jego pokładów energii. Orka przy dzieciach w ilości 2+ jest poprostu fizycznie i psychicznie wykańczająca. Nie chodzi o to, że dzieci dają popalić, choć oczywiście to też jest test Twoich sił. Małe dzieci mają w zwyczaju chorować, przeziębiać się, a nie daj Bóg chorować ciężej. W każdym z tych przypadków urlop wychowawczy wiąże się z nieporównywalnie większym stresem niż aktywność zawodowa. Powiesz, że w pracy denerwujesz się bardziej, bo nie wiesz co dzieje się z dzieckiem, gdy chore jest z nianią lub z babcią. Pewnie, że tak, zawsze jakiś nerw jest, to naturalne. Natomiast jest o niebo mniejszy niż gdyby siedzieć w domu, bo masz odskocznię, bo wychodzisz do ludzi jak maluch ma gila po pas, albo gorączkę i wciąż marudzi. Praca staje się wówczas wyjątkowo miłą odskocznią – szczególnie jak chora jest trójka brzdąców, jeden cyklicznie po drugim i trwa to nieprzerwanie od 2-3 miesięcy (tak, to normalne, a praca wtedy zdaje się być wybawieniem :)).

Usłużna Pani
Urlop wychowawczy zadziwiająco często polaryzuje cele obojga partnerów. Ona w domu czeka z zegarkiem w ręku na niego wracającego z pracy. Chce z nim trochę pogadać, a może wyjść na spacer, na krótki trening czy poprostu w końcu odetchnąć od ukochanego brzdąca. On natomiast wraca z pracy zmęczony, nie daj Bóg nieco spóźniony, jedyne co chce to mieć trochę spokoju, bo przecież jest jedynym żywicielem rodziny i musi na nią zarobić, tak żeby wszyscy żyli na przyzwoitym poziomie. Wieczory od tej pory są poligonem doświadczania potrzeb drugiej strony i odkrywania sprzecznych interesów. Nie demonizuję, nie zawsze tak jest. Niestety jednak codzienność tworzy odmienny punkt widzenia każdej ze stron: fizyczny (ona pucuje dom, gary i dziecko versus on tyra z nosem w komputerze) jak i psychiczny (ona z oczami na około głowy, odpowiedzialna całą dobę za ten ich mały żwawy cud versus on pod ciężarem odpowiedzialności materialnej za całą rodzinę). Nie znam jeszcze pary, która nie dotknęłaby tych na pozór trywialnych problemów. A czasem wręcz trudno stawić im czoło. Ważne, żebyście obydwoje mieli świadomość na co się porywacie jeszcze przed podjęciem decyzji o pozostaniu w domu. Ważne też, abyście już podjąwszy tą decyzję, o tym nie zapomnieli.

Garniturowe kokietki
Ona poświęca się dziecku. Garderobę elegancką zamienia na bawełnianą, dresową – małe czarne wraz ze zgrabnymi garsonkami odstawia w kąt. Nie ma się co dziwić, ona pisze się na trening życia, który potrwa kilka lat. On, nadal w garniturze, elegancki i szarmancki, owiany nutką męskich perfum, rano startuje do biura budować karierę, tak żeby rodzina miała się finansowo coraz lepiej. On ma w biurze garniturowe koleżanki, ona ma domu upaćkanego szczęśliwego bobasa, on chadza na eleganckie spotkania, ona chadza na spacery z koleżankami po matczynym fachu. Wersje tej historii są dwie, choć może trzy. Wersja pierwsza, idealna – NIC się nie wydarzy! Wersja druga – hollywoodzki klasyk z romansem w tle. Wersja trzecia – życiowy klasyk z podejrzeniem romansu, które ona pielęgnuje sobie w głowie, bo przecież jest codziennie w dresach, a on ma te eleganckie koleżanki, bo ona wciąż gada o dziecku, a on zdaje się wcale nie chce tego słuchać preferując tematy polityczne czy jakiekolwiek inne (dziecko jak dziecko, chowa się zdrowo, to musi robić postępy). Pamiętajcie oboje, żona w domu z dzieckiem ma zupełnie inny świat na głowie i z tym światem trzeba nauczyć się komunikować. Inaczej biada waszemu związkowi.

Wyzwanie powrotu
Lata w domu to lata słodkie i gorzkie zarazem. Przepełnione chwilami beztroski i momentami stresu gdy idą zęby czy pojawia się choroba. Lata w domu to szkoła życia, trening emocji i próba dla związku. Powrót do pracy po tych latach to jednak dopiero nie lada wyzwanie. Wyobraź sobie klasyczny wyjazd na urlop na powiedzmy 2 tygodnie. Z jakim uczuciem wracasz do pracy? Dokładnie je sobie wyobraź. Pewnie niechęć, a może nawet strach. A następnie spróbuj sobie wyobrazić to uczucie po 3-5 latach urlopu. I nie próbuj robić odwodów w stylu “będę się martwić, jak przyjdzie czas”. Decyzja o pozostawniu w domu powinna być na tyle świadoma, że podejmiesz już teraz ryzyko stresu powrotu do pracy po kilku latach. Decyzja powinna być na tyle mądra, że już dziś będziesz gotowa na to że za te kilka lat Twoje aktywne zawodowo koleżanki będą na zupełnie innej ścieżce rozwoju zawodowego i będą pracować być może za zupełnie inne pieniądze. Tę decyzję podejmujesz dziś, a jej efekty będziesz konsumować za kilka lat. Ważne, abyś ich nie żałowała. Istotne jest też to, żeby mieć świadomość utraty kilku lat rozwoju zawodowego w najbardziej prężnym momencie życia. Bazy dynamicznego rozwoju zawodowego nie budujemy po czterdziestce, po pięćdziesiątce, a między 25 a 35 rokiem życia. Mowa tu o bazie, o którą walczymy, o trampolinie, którą stawiamy łapiąc okazje. Oczywiście i po pięćdziesiątce ludzie budują imperia, ale pamiętaj – statystyka jest nieubłagalna. Rezygnacja z kilku lat pracy to rezygnacja z jakiejś części rozwoju zawodowego. Z drugiej strony może być pewnego rodzaju inwestycją w dzieci, w czas który dajesz im, w ich rozwój. W Polsce nie doczekaliśmy się jeszcze badań w tym zakresie. W Stanach już zbadano kwestię rezygnacji z pracy i jej wpływ na dochody uzyskiwane przez kobietę w trakcie jej życia. Z badania przeprowadzonego przez amerykański instytut Center of American Progress, dowiadujemy się, że 26-letnia kobieta z pensją 44.000 USD rocznie traci 706.778 USD (!) przychodu w ciągu całego życia decydując się na 5-letni urlop wychowawczy. Te pięć lat to ekwiwalent szesnastu lat jej obecnych zarobków! Jesteś gotowa na taką opcję?

Książę na białym rumaku?!
Partner popierający decyzję swojej ukochanej o pozostaniu w domu, jest zapewne fajnym facetem. Mam nadzieję, że mój mąż poparłby taką decyzję, gdybym ją podjęła – nie miałam okazji tego testować. Partner biorący odpowiedzialność finansową za rodzinę to odważna jednostka. Kobieta zostająca z dzieckiem w domu to jeszcze bardziej odważna jednostka, tylko ani ona ani nikt inny o tym nie wie. Kobieta na wychowawczym decyduje się na inwestowanie w dzieci, ale ponosi też ryzyko finansowej przyszłości. Dlaczego? Z dwóch powodów. Pierwszy, trywialny, ale coraz częstszy, to rozwody. W 2013 roku w Polsce liczba rozwodów stanowiła 36,4% nowozawartych małżeństw. W całej Polsce! W dużych miastach odsetek ten sięgał około 50%! Twój związek zapewne nie skończy się rozstaniem, ale pamiętaj o tej statystyce. Drugi powód ryzyka finansowego to choroby. Dla przytłaczającego przykładu – liczba zachorowań na nowotwory złośliwe w Polsce wzrosła z 65 tys w 1980 r. do uwaga (!) 156 tys w 2013 r. Oby ta statystyka nie trafiła ani mnie, ani mojego męża, ani Ciebie i Twojego partnera, ani też wszystkich naszych dzieci. Natomiast warto być jej świadomym, bo życie z osobą chorą lub w najgorszym wypadku po jej śmierci, jest wielkim wyzwaniem, szczególnie dla kogoś kto nie pracuje. Powiesz, że za daleko idę. Być może, ale jak już pisać to o wszystkim co prawdopodobne.

To nie miejsce dla emocji
Pesymistycznie się zrobiło?! A gdzie tam! To samo życie i jego cała kolorystyka. Dzieci to najciekawsze doświadczenie jakie się może wydarzyć, to wyzwanie i test umiejętności, tolerancji i sił. To też inwestycja, którą należy prowadzić tak, żeby minimalizować jej ryzyko, przy optymalizacji życiowej stopy zwrotu. Brzmi syntetycznie? Pewnie tak, ale z drugiej strony decyzje związane z tak długim urlopem od pracy mają wielki wpływ na kilka kolejnych lat, a czasem i na całe życie. Dobrze podejmować je ze świadomością wszystkich za i przeciw. Nie twierdzę, że zostanie z dziećmi w domu to zła decyzja, tylko dlatego że sama takiej nie podjęłam. To decyzja tak ważna, że powinna być podjęta przez osobę najbardziej zainteresowaną, czyli matkę (choć w dzisiejszych czasach trafia też na ojców). Tatusiowie – nie obrażajcie się, dla was też jest miejsce. To decyzja, na którą wprawdzie znikomy wpływ powinien mieć partner, ale ma być najważniejszym doradcą i stroną rozmów w takim wymiarze, aby z tą decyzją mógł się zgodzić. Stoisz przed tą decyzją? Zacznij spisywać argumenty za i przeciw, a następnie dodaj do nich skalę ważności. Emocje zostaw na boku. I przestań słuchać rad. Tylko w taki sposób masz szansę nie żałować za 10-15 lat.

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂