Czasem zmieniam świat na lepszy

Jeśli chcesz zmienić świat,
zacznij od siebie

W słowach Gandhi’ego jest wiele prawdy, ale dobrze też mieć odwagę do zmiany świata, który Cię otacza.

Ludzie nie chodzą na wybory, bo nie wiedzą na kogo głosować, albo im się po prostu nie chce – to przecież „zaledwie” jeden głos. Rzucają śmieci na chodnik, bo przecież to tylko jeden papierek. Są opryskliwi dla innych, a szczególnie tych, dla których nie opłaca się być miłym. Bo i po co się uśmiechać? Po co żartować? Po co przyjaźnie spoglądać na innych, bo jeszcze usłyszysz: „I co się tak gapisz?”, a kto wie – może przywita Cię lewy sierpowy. Słyszymy „kochaj siebie” i kochamy … coraz bardziej narcystycznie.

Czynić dobro – brzmi jak wyświechtane? Niemodne? Tak właśnie brzmi w dzisiejszym świecie pełnym trendów, modnych marek, rozwiązań high-tech, mody na pracę nad jędrnym ciałem, jeszcze bardziej jędrnym mózgiem i ponad wszystko – mody na dbanie o siebie. Sama tkwię w tym świecie po uszy i widzę, że „czynić dobro” zostało zapomniane. Dziś brzmi staromodnie – no spróbuj powiedzieć do znajomych „od dziś czynię dobro”. A przecież „czynić dobro” wcale nie znaczy być uległym, oddanym innym, osobą bez specjalnych ambicji i planów na samego siebie. Warto znaleźć swoją metodę na zmienianie świata na lepsze pozostając w zgodzie z tymi wszystkimi trendami, z którymi Ci po drodze. Jedni udzielają się charytatywnie, inni dają datki na wzniosłe cele, jeszcze inni są po prostu otwarci na pomoc znajomym i obcym. Rzecz w tym, żeby znaleźć swoją metodę na oddanie światu szczypty staromodnej dobroci, bo ta rzeczywiście jak bumerang – wraca.

Ja mam w zwyczaju rozwiązywać ludziom przeróżne problemy – czasem trywialne, codzienne, czasem wielkie, życiowe; czasem prywatne, a czasem biznesowe. To odruch nabyty, trochę jak u Psa Pawłowa – słyszę problem, z automatu myślę o rozwiązaniu. Ktoś rzuci, że ma wyzwanie, ja drepczę z tą myślą przez kolejne godziny, aż wymyślę satysfakcjonującą metodę. Rozwiązuję ludziom sprawy różne, a potem to wsparcie nieoczekiwanie wraca. Ba! Można pomyśleć, że to opłacalne działanie. To prawda, często procentuje jak niejedna dobra inwestycja. Raz prywatnie, raz zawodowo.

Żeby nie było tak gołosłownie, przytoczę studium przypadku. Otóż w ramach działania wyzwanie-rozwiązanie udało mi się zeswatać już trzy pary. Najświeższy z tych sukcesów w miniony weekend zawarł pakt zwany małżeństwem. Dwa poprzednie – jeden z 10-letnim, drugi z 2-letnim stażem, doczekały się już wspólnie 3 dzieci. Można by więc powiedzieć, że razem z moją gromadką brzdąców – ponadprzeciętnie pracuję nad dzietnością naszego kraju.

Ten mój najnowszy projekt z weselnym sukcesem minionego weekendu jest jednak szczególny. Na pomysł wpadłam w 2015 roku, kiedy Adam był moim zastępcą w pracy (tak, tak, na taką szefową trafił!). Anię znałam z dzieciństwa. I ten właśnie przypadek okazał się rodzajem wyzwania, które nie dawało mi spokoju – bo wiedziałam, że ta dwójka dogada się dobrze jak nikt inny. I zaskoczyło! Jakżeby nie mogło zaskoczyć – to już w końcu trzeci taki przypadek w moim portfolio. Nietaktem byłoby nie wspomnieć, że w charakterze wspólniczki w tym przedsięwzięciu brała udział również moja mama. Mamy mają to do siebie, że mieszają w sprawach różnych. I czasem dobrze im to wychodzi.

Dziś z Adamem już nie pracujemy razem, ale nadal wspólnie prowadzimy tego bloga (tak, to ten Adam!). Jest to szczególny moment, w którym pierwotna strategia Money&Life traci na znaczeniu, bo tak jak „money” i „life” są często przeciwieństwami, tak zupełnymi przeciwieństwami byliśmy dotychczas my autorzy – ja żona i matka trójki dzieci, pedantka, skupiona na tym co robi, a on nieco roztrzepany, zawadiacki, samotny strzelec. Do minionego weekendu. Najlepsze strategie nigdy nie są jednak stałe, więc Money&Life staje się blogiem pisanym nadal z dwóch różnych perspektyw, które mają jednak mianownik wspólny – małżeństwo. A z czasem kto wie – pewnie i dzieciaki. Będzie ciekawie opisywać tę zajmującą i wymagającą część życia z dwóch, nadal tak różnych perspektyw. Zacieram ręce na te potyczki słowne życząc Ani i Adamowi wszystkiego dobrego na nowej drodze życia, której kierunek miałam odwagę wskazać.

A Ty? Masz już swoją metodę i talent do ulepszania świata?

P.S. Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Czytaj też inne artykuły M&L, komentuj i udostępniaj. Będzie mi niezmiernie miło.
Pozdrawiam,
I