Coachowie i motywatorzy – szarlatani naszych czasów a może nasi guru?

Coach – za tym słowem kryje się magia. Na pewno czytaliście, bądź słyszeliście o tym nowym (no może już nie tak nowym) trendzie – „coachowaniu”. Teraz to chyba każdy potrzebuje coacha, trenera. Jest trener od fitness (tzw. trener personalny), trener biznesowy czy trener motywacyjny. Funkcja coacha stała się ważnym elementem lemingowego lajf stajlu. Uczestnictwo w eventach prowadzonych przez znanych mówców staje się modne. Wiele osób zresztą bardzo się podnieca i zmienia swoje podejście do życia po tego typu spotkaniach.

Powiem wam, że miałem przyjemność uczestniczyć w kilku tego typu wydarzeniach – w dużych halach dla sporej grupy ludzi ale też i tych bardziej kameralnych. Moje wrażenia? Hmmmmm..różne. Większość jednak tych ogólnodostępnych szkoleń przebiega według stałego (umówili się czy co?) scenariusza. Ostatnio uczestniczyłem w takim wydarzeniu i tylko z grzeczności nie podam nazwiska tego światowej sławy mówcy/motywatora. Oczywiście, na początek doczytałem na stronie o jego fantastycznych osiągnięciach oraz obiecankę spędzenia fantastycznego dnia w obecności faceta, który za indywidualne szkolenia kasuje fortunę (dziesiątki tys. dolarów!). Ale jak wynikało z treści na stronce, ja otrzymałem wyjątkową szansę uczestnictwa w tym wydarzeniu za śmieszną sumę kilkuset złotych. Stawiłem się w wyznaczonym dniu wraz z grupą ok. 120 innych, żądnych wiedzy (motywacji?) uczestników. Jak to wygląda od środka? Na wstępie puszczono mega motywacyjny film o tym jak z zera można stać się kimś, osiągnąć sukces. Potem, wejście na scenę głównego speakera przy akompaniamencie braw! I teraz tak: schemat tego typu wystąpień jest wręcz klasyczny. Jak to wygląda? Zaczyna się od osobistej refleksji i historii opowiedzianej przez gwiazdę. O tym jakim był leszczem, pracował za mizerną pensję i o tym, że nie  chciał takiego życia. A potem bum! Następuje wydarzenie, które odmienia jego życie. Zmienia swoje nastawienie, ciężko pracuje i osiąga sukces. Teraz na jednym szkoleniu zarabia tyle co wcześniej przez cały rok! Jasne, w trakcie 8 godzinnego spotkania sprzeda publiczności parę podstawowych rad o tym jak osiągnąć sukces: wiara w siebie, poświęcenie, ciężka praca. Czasami usłyszmy jakiś konkret np. jakie błędy popełniają niektórzy w życiu albo jak powinniśmy sami podejść do biznesu. Potem znowu widzimy filmik z udziałem tegoż wybitnego szkoleniowca, na którym widzimy pełne hale słuchające jego wykładów. Słyszymy też wypowiedzi jego „uczniów”, którzy przeszli z nim indywidualne szkolenie i teraz, jako ludzie sukcesu, polecają właśnie jego prywatne szkolenia. Na koniec wisienka na torcie: owszem, tenże szkoleniowiec za indywidualne szkolenia (2-3 dniowe) pobiera 50 tys dolarów ale dziś, wyjątkowo dla obecnej tu grupy uczestników, on zrobi wyjątek i skasuje tylko 1999 euro! Ale trzeba się spieszyć, to oferta dla najszybszych. Gdzie trzeba odbyć ten sprint? Do stolików na końcu sali konferencyjnej, gdzie siedzą przedstawiciele firmy szkoleniowca. I wiecie co? Połowa sali bije rekord świata w biegu na 50m (wiem wiem, to nieoficjalna konkurencja) żeby dostać się tam jak najszybciej! No i by się zgadzało…Dostanie te swoje ponad 50 tys dolarów za takie szkolenie. Może nie indywidualne, ale w „kameralnej” grupie. No cóż, ja się nie skusiłem.

Teraz tak: myślicie, że to tekst nabijający się z tego typu „szkoleń” czy też „coachów”. Ja się na indywidualne szkolenia (za cholernie atrakcyjną cenę!) nie skusiłem. Większość z was pewnie też by się nie rzuciła do stolika z zapisami. Ale czy ja do końca piętnuję takie formy szkoleniowe? Nie. Czy je polecam? Też nie. Widzicie, ja wychodzę z prostego założenia. Każdy z nas szuka motywacji naokoło siebie. Motywacji do życia (jego zmiany?), pracy, miłości i innych tam ważnych spraw. Każdego z nas co innego motywuje, nakręca do działania. Pewnie wielu z was ma jakiś wewnętrzny ogień, pasję, która was ciągnie do przodu. Nie wszyscy jednak tak mają. Niektórzy potrzebują kopa w dupę, żeby wziąć się za siebie. Czasami potrzebują kogoś obcego, komu zapłacą masę kasy, żeby im powiedział to co na pewno słyszeli od najbliższych (rodziny, przyjaciół). Czy możecie ich za to winić? Owszem, mnie tego typu szkolenia nie podniecają i nigdy bym nie zapłacił, żeby w takim indywidualnym szkoleniu uczestniczył. To moja sprawa. Ale zobaczcie, nawet udział w takiej sprzedażowej czy marketingowej konferencji prowadzonej przez takiego szkoleniowca (dobrze wiemy, że wstęp na nie jest relatywnie tani, po to żeby właśnie w trakcie konferencji sprzedać te drogie, indywidualne szkolenia) może kogoś zmotywować. Nigdy nie byliście na jakiejś konferencji czy szkoleniu, na którym wiało nudą (i spędzaliście większość czasu grając w jakąś durną grę na smartfonie) ale jedno zdanie, jeden pomysł rzucony przez któregoś z prowadzących dał wam kopa? Może dzięki tej jednej rzeczy sami wpadliście na pomysł, który potem wdrożyliście w swojej firmie? Też tak miewałem: siedziałem na konferencjach, w trakcie których wbijałem sobie widelec w udo, gdyż było to mniej bolesne niż słuchanie prelegentów. A tu nagle pada jedno stwierdzenie, jeden opis sytuacji czy strategii i nagle dostaję kijem w łeb. Toć czegoś takiego mógłbym w swojej firmie spróbować! Bywa. Tak samo z tymi szkoleniami prowadzonymi przez „coachów” czy „motywatorów”. Owszem, rozmawiałem z uczestnikami tego typu konferencji motywacyjnych po fakcie i opinie były negatywne. Jednak nigdy nie udało mi się porozmawiać z ludźmi, którzy zapłacili i uczestniczyli w tych drogich, indywidualnych szkoleniach. Jasne, na necie znajdziecie różne opisy, zarówno negatywne („strata czasu”, „kasa wywalona w błoto” itp.) ale też i pozytywne („super! Dzięki niemu robię to co kocham i zarabiam masę kasy!”). Oczywiście, jako naród hejterów z automatu uznajemy opinie negatywne jako prawdę, a te pozytywne jako marketing. Ale czy tak jest naprawdę? Ja niestety nie znam osobistej relacji żadnego z uczestników tego typu „prywatnych” szkoleń. Nie mówię o tych jednodniowych konfach ale raczej tych cyklów szkoleń za grubą kasę. A co wy sądzicie? Znacie takie osoby? Wybralibyście się na takie szkolenie jeżeli miałoby to zmienić wasze życie? Nie patrzcie na mnie, ja urodzony sceptyk:) Więc czy ci wszyscy motywatorzy i coachowie mogą stać się czyimś guru, czy to jednak szarlatani, którzy zarabiają kasę na naiwności ludzi?

 

Grafika: freeimages.com/Christopher Bruno