“Ciemna strona Wall Street” – a czy jest w ogóle jej jasna strona?

Muszę przyznać, że okres poświąteczny był dość leniwy dla mnie. Jestem w trakcie szukania pracy więc i mam trochę więcej czasu wolnego. Wróciłem więc do kilku ciekawych książek, które miałem okazję przeczytać jakiś czasu temu a pozostają one w mojej bibliotece. Bardzo lubię książki pisane przez byłych ( i obecnych) traderów/inwestorów z Wall Street. Taką pozycją jest “Ciemna Strona Wall Street” Turney’a Duff’a (Wydawnictwo MT Biznes). Do książki wróciłem, ale przyznam, że z powodu lenistwa (sorry…), nie chciałem pisać jej recenzji po raz wtóry. Dlaczego po raz wtóry? Dlatego, że kiedyś już takową napisałem (informację, na jakim portalu, znajdziecie na końcu tego tekstu). I właśnie tę starą (ale wciąż aktualną) recenzję wam przedstawiam. Cały tekst (z drobnymi zmianami względem oryginału) znajdziecie poniżej:

“Ciemna strona Wall Street” – subiektywna recenzja

Bardzo lubię tego typu książki. Były trader opowiada o swojej karierze i życiu na Wall Street, o tym jak zaczynał, jak trejdował, jak wyglądała praca i o tym, co się działo poza nią (tu się działo najwięcej!). Zawsze sobie wyobrażam, co by było, gdybym to ja tam trafił 🙂 Stąd, do moich ulubionych autorów należą Michael Lewis czy Scott Patterson.

Być królem Wall Street

Ostatnio trafiła do mnie kolejna pozycja w stylu „pracowałem na Wall Street i było wesoło”. Tym razem to Turney Duff w książce „Ciemna Strona Wall Street” (w oryginale: „The Buy Side. A Wall Street Trader’s Tale of Spectacular Excess”) opisuje, jak trafił na Wall Street, jak przebiegała jego kariera i jak stoczył się na samo dno. Od razu zachęcał mnie podtytuł książki „Opowieść tradera o spektakularnych ekscesach na Wall Street”. Kapitalnie! Tym bardziej, że Turney pracował w takich instytucjach jak Morgan Stanley, Galleon, Argus Partners i J.L. Berkowitz. Galleon! Nie wiem czy kojarzycie, ale to fundusz hedgingowy zarabiający miliony na insider tradingu (czyli z wykorzystaniem nielegalnych  informacji poufnych), który zakończył działalność spektakularnym aresztowaniem jego szefa, Raja Rajaratnama. Spodziewałem się fajerwerków. Szczerze? Takowych nie było. Ale po kolei. Poznajemy Turneya Duffa jako absolwenta Ohio University pochodzącego z „zadupia” Kennebunk w stanie Maine, który trafia na Wall Street i rozpoczyna pracę w Morgan Stanley. Przez kilka lat nie udaje mu się przebić do działu, który go najbardziej interesuje czyli Tradingu. Dzięki pomocy koleżanki trafia do funduszu hedgingowego Galleon. Tutaj jego kariera się rozwija. Najbardziej dzięki informacjom uzyskanym od opłacanych informatorów i przyjaźniom zawartym „po godzinach”. Wtedy to Turney Duff poznaje prawdziwy świat Wall Street. Całonocne imprezy przy rzekach wódki oraz kokainy stają się normą. Tak samo, jak bywanie w tzw. Białym Domu, swoistej melinie gdzie spotykają się traderzy, analitycy czy sprzedawcy z różnych instytucji finansowych. Nazwa „Biały Dom” chyba dość jasno insynuuje, że nie odbywały się tam warsztaty kulinarne, aczkolwiek coś podobnego do proszku do pieczenia było w użyciu non stop 🙂 Śledzimy dalsze losy Duffa, który przechodzi do nowo powstałego funduszu, Argus Capital. Z tej pracy musi zrezygnować, ze względu na nałóg kokainowy, co kończy się odwykiem (nieudanym). Również małżeństwo z miłością jego życia kończy się rozwodem. Duffowi udaje się w końcu wyjść z bagna, w które sam się wpakował.

Z nieba do piekła

Tak naprawdę ta książka to swoista spowiedź człowieka, który miał wszystko: pieniądze, sławę, szacunek, kochającą rodzinę, ale przegrał to wszystko z kokainą. Szczerze wam powiem, że spodziewałem się więcej po tej książce. Nie zrozumcie mnie źle, czyta się ją świetnie. Nie dość, że napisana prostym językiem, bez zbędnego slangu „trejderskiego”, to rozdziały są w miarę krótkie i opowieść się nie rozwleka. To naprawdę dobra historia o tym, jak można osiągnąć dużo, ale przez nałóg stracić wszystko w bardzo bolesny sposób. Tylko, że tego typu historii czytaliśmy już mnóstwo. Naprawdę spodziewałem się czegoś bardziej merytorycznego. Może więcej opisów różnych oszustw giełdowych czy zwyczajnie dużych transakcji (sorry, takie zboczenie zawodowe). Otrzymałem życiorys faceta, który był dobrym traderem, zarabiał miliony, ale nie potrafił sobie w życiu poradzić.

Czy polecam tą pozycję? Jeżeli macie ochotę sobie poczytać coś luźnego (w sensie nie merytorycznego, bo ogólnie upadek na dno przez kokę to ciężki temat), to śmiało. Jeżeli oczekujecie, że nauczycie się czegoś co może wam się przydać w tradingu, odpuśćcie.

Powyższy tekst mojego autorstwa pojawił się pierwotnie na: http://blog.xtb.pl/ciemna-strona-wall-street-subiektywna-recenzja/

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!

Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania

Grafika: zdjęcie prywatne