Chcąc nie chcąc zostałeś marketerem produktu JA

Nie masz nic wspólnego z marketingiem poza kontaktem z masowo oblepiającymi Cię reklamami? Uważasz, że branża marketingu Cię nie dotyczy, bo zdobyłeś zupełnie inne wykształcenie i parasz się zawodem, któremu daleko do reklam?
Nic bardziej błędnego. Codziennie jesteś managerem własnego losu i powodujesz działania, które są niczym innym jak marketingiem właśnie. Na dodatek im większa Twoja aktywność w internecie, tym bardziej rośnie ryzyko źlego prowadzonego wizerunku i tym czarniejsze chmury możesz na siebie sprowadzić nie tyle nawet w krótkim, co przede wszystkim w zaskakująco długim terminie. Nie próbuję przy tym skłonić Cię do studiowania wiedzy nt. tej być może mentalnie dalekiej Ci dziedziny, bo nie w tym rzecz. Ważne, abyś miał świadomość jak prowadzić marketing własnej marki (tak, Twoja osoba to też marka), żeby procentował niczym dobra inwestycja zamiast generować ryzyko tak po stronie życia zawodowego jak i prywatnego.

Skalkulowany rozsądek
Twoja pierwsze skojarzenie pobiegło pewnie w stronę przebiegłości. Przecież życie powinno być spontaniczne, a nie skalkulowane! Przecież ludzie na kilometr wyczują fałsz, więc dlaczego masz sztucznie planować swoje zachowanie skoro w najlepszym razie pewnie wyjdziesz na sztywniaka.
Marketing siebie to nie plan szczegółowy na każdą sytuację. To plan ogólny na to jak środowisko powinno odbierać Ciebie, plan na realizację tego jak chciałbyś być postrzegany – dzisiaj i za dziesięć czy dwadzieścia lat.
Zastanów się jak chciałbyś być odbierany przez Twoje środowisko zawodowe, a jak przez otoczenie “po godzinach”. Zastanów się czy wizerunek, który został przyklejony Ci dzisiaj, jest tym który ma szansę pasować Ci w przyszłości. Oczywiście “tylko krowa poglądów nie zmienia”, więc może okazać się, że za 10 lat z nieokiełznanego buntownika zechcesz być stonowanym ojcem rodziny. W większości przypadków jednak to co za dziesięć lat będzie Cię przerażać, już dziś z tyłu głowy wyda Ci się przynajmniej trochę niestosowne. Oczywiście głos, który teraz jest szeptem, jest skutecznie zagłuszany przez głośno dudniącą muzykę Twojej aktualnej codzienności. Dlatego też warto, abyś usiadł “sam ze sobą” i zastanowił się jaki masz wizerunek dzisiaj, a na jakim zależy Ci za kilka lat. Albo też jak bardzo Twój obecny wizerunek jest oddalony od tego, który chciałbyś aktualnie mieć. Ta inwestycja bez względu na jej horyzont czasowy, zaczyna się już teraz.

Pamiętaj:

Co internet przyjmie, tego już nie odda.

Cokolwiek publikujesz Ty lub cokolwiek publikują inni na Twój temat (a to nie sposób kontrolować!), zostaje w sieci. I najczęściej próżno szukać metod, żeby to usunąć. Bądź więc rozsądny w tym co robisz na codzień i offline i online, bo głupoty bywają niezatapialne.

Poszukiwacze opinii
Dlaczego zachowywanie rozsądku w tym co publikujesz ma znaczenie? Dlatego, że ludzie szukają informacji o tym co ich dotyczy w jakimkolwiek wymiarze. W kontekście Twojej osoby będzie to poszukiwanie informacji przez Twoich przyszłych pracodawców, kontrahentów, podwładnych i znajomych. Tak jak ludzie szukają opinii w sieci o produktach, które zamierzają kupić, tak też szukają informacji o osobach, z którymi coś ich łączy lub ma łączyć. Potencjalny pracodawca sprawdzi Cię w internetach skoro ma taką możliwość – byłby niezbyt rozsądny, gdyby tego nie zrobił. Kontrahent zgugluje Cię przed podpisaniem ważnej umowy. A jeśli jesteś szefem, to bądź pewiem, że Twoi podwładni szperają w poszukiwaniu sensacji na Twój temat. I biada Ci jeśli je znajdą.

Podwójne życie schizofrenika
Na tę powszechną inwigilację niektórzy mają wyjątkowo interesującą receptę. Prowadzą dwa internetowe życia. Jedno, do którego zapraszają wszystkich jak leci publikując informacje oficjalne dla świata. Drugie natomiast dla kręgu zaufanych, już nie tak nieskazitelne jakby nakazywał protokół przyzwoitości. To ciekawe podejście, ale wyjątkowo ryzykowne. Musisz pilnować tego co i gdzie publikujesz, mieć na uwadze ustawienia prywatności postów, w końcu mieć zaufanie do towarzyszy Twojego życia undecover. To akrobatyka godna niewiernego małżonka z tą różnicą, że romans często trwa krótko, a życie nieco dłużej. Jeśli jesteś w stanie prowadzić tak skalkulowaną komunikację ze światem, powodzenia. Pamiętaj jednak, że taka polityka obarczona jest nie lada ryzykiem.

I jak tu żyć?
Social mediowa rozsądna egzystencja to ambitny wyczyn, ale uszyty na miarę naszych czasów i na miarę naszych możliwości. Taktyki na okiełznanie Twojego self-marketingu online są trzy.
Pierwsza – zostań offline. Tak, ta dla niektórych będzie awykonalna. Czasem jest to jednak lepsze wyjście niż głupkowaty PR w sieci.
Druga – prowadź życie niczym niewierny małżonek, ale pamiętaj o ryzyku. A szczególnie o nim pamiętaj będąc na imprezie w nastroju skorym do figli.
Trzecia – komunikuj się przejrzyście i zgodnie ze swoją strategią marki, zgodnie z wyobrażeniem wizerunku jaki chciałbyś, aby mieli o Tobie ludzie za pięć, dziesięć, piętnaście lat.

Pamiętaj – ludzie lubią plotkować i te plotki w świecie realnym żyją czasem nawet latami, ale potem umierają śmiercią naturalną. Internet archiwizuje te plotki i nie daje im tak łatwo zniknąć. Życie toczy się dalej, zmieniasz się Ty, zmieniają się Twoje zwyczaje, czasem środowisko. A ten PR nieznośnej lekkości bytu jest tak bardzo widoczny niczym dziura w strategicznym miejscu spodni, której sam zainteresowany wcale nie widzi. A widzą wszyscy inni.
Warto tę swoją digitalową rzeczywistość szyć dobrymi nićmi. I oby nie były grube.

To kiedy planujesz kolejny post na temat Twojej prestiżowej osobo/marki?

P.S. Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Czytaj też inne artykuły M&L, komentuj i udostępniaj. Będzie mi niezmiernie miło.
Pozdrawiam,
I