Być fit na ciele i umyśle

Od kiedy jestem mamą trójki dzieci, często przychodzi mi być rozbawioną w sytuacjach zawodowych, gdy osoby znające mnie tylko jako managera dowiadują się w którymś momencie o stanie licznika z kategorii “posiadane dzieci” i z ogromnym zdziwieniem pytają “Pani??!! To nie możliwe!”. Skąd to pytanie? Pewnie stąd, że jestem dosyć “kompaktowa” (49kg żywej wagi, 162cm jakże modelingowego wzrostu). Stąd też zapewne, że dzieci nieszczególnie przeszkodziły mi w jakże wymagającym i dynamicznym życiu zawodowym i w życiu w ogóle.

Dzisiejszy artykuł piszę zainspirowana pytaniami, które często słyszę: “Jakim cudem masz tyle energii?”, “Ale Ty to masz dobre geny, że tak dobrze wyglądasz po urodzeniu trójki dzieci.”, “Jak znajdujesz czas na to wszystko co robisz i jeszcze piszesz bloga – kiedy?!”. Nie uważam, żebym była kimś szczególnym, kto niezwykle dobrze radzi sobie z życiem. Uważam, że traktuję je całkiem normalnie i tym chcę się dziś podzielić, odczarować tę magię bycia fit na ciele i umyśle. Każdy tak może – przepis jest nadzwyczaj prosty.

Sport to czasem zdrowie
Coraz częściej patrzę z przerażeniem na wszechobecną modę na sport. Oczywiście, to świetna rzecz, że coraz więcej Polaków trenuje zamiast tankować piwko przed telewizorem. Dlaczego jednak zaczynamy trenować bez opamiętania poddając się dyktaturze mody i marketingowców branży sportowej? Dziś już nie biega się ot tak. Dziś trzeba mieć conajmniej półprofesjonalny strój, świetne buty amortyzujące ruchy i minimum przyzwoity zegarek komunikujący efekty treningów światu. Po co to robimy? Po co ta inwestycja? Tak, trzeba nazwać to inwestycją! I to nie byle jaką. Koszt takiego rynsztunku to w najlepszym razie 2-3 tys. PLN. Jaki jest jej zwrot? Warto się nad tym zastanowić.

Less is more
Ja nie mam ani specjalnie cudownych genów, ani samonapędzającej się energii. Wszystko, albo duża większość wynika z ruchu. Sport to dla mnie zdrowie i wentyl do upuszczania stresu, ale w żadnym razie chorobliwe uzależnienie czy moda. Ani nie mam na to czasu przy trójce dzieci i szalonej pracy, ani specjalnie ochoty patrząc jak marketing firm z branży sportowej rozwinął się w Polsce przez ostatnie 5-7 lat.
Co robię, żeby być fit na ciele i umyśle? Biegam. Od 8 lat co dwa dni (z dwiema przerwami na dwie ciąże) za każdym razem 5 km, nie więcej. Dlaczego? Dlatego, że wtedy bieganie jeszcze nie obciąża tak drastycznie stawów. Biegam też tylko te 5 km, bo poprostu na więcej nie mam czasu. Wychodzę z domu, poświęcam 30 minut i po sprawie. Bieganie na świeżym powietrzu daje najwięcej energii. Pozostałe miejskie sporty mogą się schować. Treningi na siłowni, basen czy inne atrakcje są przede wszystkim czasochłonne. Wymagają jednorazowo minimum 1,5 godziny, co przy trenowaniu co drugi dzień wymaga przynajmniej 180 godzin (11 dni przy założeniu, że jestem 16 godzin dziennie na nogach) rocznie więcej niż moje skromne bieganie! To zbyt duży wydatek czasowy jak dla mnie.

Za szaleństwa przyjdzie płacić
Chcąc być fit musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy poprostu chcesz utrzymać dobrą formę i przyzwoicie wyglądać czy chcesz ze sportu uczynić religię odejmującą Ci czas na inne rzeczy. Pamiętaj też, im więcej dziko trenujesz tym większe prawdopodobieństwo kontuzji. A kontuzja to przerwa od sportu i całkiem uciążliwe koszty. Ja przy moim jakże zachowawczym bieganiu zaliczyłam jedną kontuzję wróciwszy do treningów po drugiej ciąży. Przygotowywałam się według mądrego planu i oczywiście zbyt wcześnie pojawił się “power” do działania. Skończyło się rehabilitacją kolan przez 6 tygodni, stratą czasu i kosztem 2.300 PLN!

Tankuj dobre paliwo
Ruch to pół sukcesu. Drugie pół to dieta i używki. Masz czas pichcić? Świetnie, gotuj posiłki i zabieraj lunchboxy do pracy. Nie masz czasu? Zamów rozsądne jedzenie z dostawą do biura. Kosztuje więcej niż jedzenie w stołówce, ale dobrze dobrane zapewni Ci rozsądny porządek odżywiania. Ja stosuję plan minimum zamawiając tylko lunche, a pozostałe posiłki w pracy organizuję na własną rękę. Taniej jest kupić banana niż płacić 10zł za drugie śniadanie w ramach diety z dowozem. Lunch natomiast powinien być ciepły, banan tu nie wystarczy. Oczywiście istotne jest to, żeby posiłków było sporo i w małych ilościach. Te przepisowe 5 posiłków na dobę nie jest złym rozwiązaniem, przy czym nie muszą wszystkie być pieczołowicie przygotowywane. Byleby coś w miarę zdrowego wrzucić “na ruszt”. Może to być banan, dwa jabłka czy teoretycznie zdrowy baton muesli. Oczywiście pewnie teraz niejeden dietetyk by się złapał za głowę. To są jednak reguły możliwe do wdrożenia, za normalne pieniądze i celem rozsądnego jedzenia.

Używki? U mnie kawa, 2 dziennie, nie więcej. Czasem kawowy detoks tydzień-dwa, żeby móc znów poczuć siłę kofeiny. Nigdy fajki, nigdy cola i inne gazowane cukry. Powiesz – “Co za nuda!”. Tak, zapewne to nuda, ale mnie niespecjalnie przeszkadza. Ba! Jak czuję, że o 17:00 mam nadal niezły power, żeby wieczór spędzić z dzieciakami na ich gigantycznych obrotach to i do używek mnie nie ciągnie 🙂

Być fit na ciele i umyśle jest stosunkowo prosto, a z drugiej strony to niezłe wyzwanie biorąc pod uwagę regularne zwyczaje, które należy mieć w kwestii tak ruchu jak i żywienia. Z natury jesteśmy leniwi, więc ten regularny ruch nie jest tak prosty w egzekucji. Regularne jedzenie też łatwe nie jest przy zawrotnym tempie pracy. Pamiętaj jednak, kluczem tutaj jest planowanie i konsekwencja. W te dwie cechy warto inwestować, ćwiczyć je regularnie. Przydają się we wszystkich sferach życia, nie tylko w utrzymaniu formy i energii do działania. Lecę ściągać mojego 5-letniego energetycznego odrzutowca z podwórka. Pa!

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂