9 rzeczy, których powinieneś unikać, abyś zostając rodzicem nadal pozostał sobą

Piszę ten tekst siedząc w moim zielonym ogródeczku z widokiem na szpaler drzew, za którym rozpościera się .. cmentarz. Myślisz pewnie – straszne! Nie jest strasznie. Po pierwsze mam sąsiedztwo, które nie imprezuje! Po drugie moje dzieciaki wkurzają co najwyżej sąsiadów nade mną. Przede mną nie mają kogo wkurzać. A nas? Rodziców? Oczywistym jest, że wkurzają nas bardzo. Jak mają nie wkurzać jak jest ich troje??! Pięcioletni Jasiek z zapłonem rakiety odrzutowej i dwuletnie Hania i Marynia, które średnio co 3-5 minut rozpoczynają kolejny konflikt zbrojny na skalę światową.
Mimo to my obydwoje z Pawłem – towarzyszem tej “niedoli” – pozostajemy normalni. Śmiem nawet twierdzić, że normalni pozostajemy dzięki tej niezbyt świętej trójcy. Jak patrzę na nas obydwoje z tendencją do pracoholizmu, gadżeciarstwa, doprawionych tempem życia metropolii – to stwierdzam, że trójka dzieci jest dla nas po prostu zbawieniem. Oczywiście w pierwszym momencie informacja, że będziemy rodzicami bliźniaków była dosyć dużym “mentalnym łomotem”. Dla mnie, bardzo aktywnej zadowowo, była tym straszniejsza z uwagi na wielką niewiadomą czy podołam rozwojowi zawodowemu i roli matki tak licznej gromadki. Co ciekawe – ani przez chwilę nie pomyślałam, aby odpuścić życie zawodowe. I to była pierwsza mądra decyzja w tym całym maratonie.
Jest kilka mądrości, z których powinieneś zrobić dekalog, aby cieszyć się dzieciakami i nie mieć poczucia, że tracisz siebie. Jeśli nie masz jeszcze dzieci – nie bój się ich mieć. To najlepsze co może Ci się w życiu wydarzyć. Dlaczego? To już przeczytaj w artykule Po co komu dzieci?! A teraz do rzeczy.

1. Wieczornym terrorystom nie!
Położenie dzieci spać to czasem wyzwanie. To walki trwające po dwie godziny, negocjacje, awantury, po których masz ochotę co najwyżej obejrzeć połowę byle jakiego filmu i poprostu iść spać. Może jednak być inaczej. Wprowadź trochę rygoru. Nie, nie boję się użyć tutaj tego słowa. W kwestii spania dzieciaków musisz być rygorystyczny i konsekwentny. U nas dzieci idą się myć o 19:00. Sztuka starsza czasem o 20:00, w porywach 21:00, ale to tylko latem gdy biega z innymi sobie równymi źrebakami po podwórku. Istotną jest utrzymanie rygoru, bo dzieciaki wtedy wiedzą, że nie ma negocjacji, nie ma histerii. Kolacja, kąpiel, spanie. Nam wszystko przy trójce zabiera około 20 minut. Po 20 minutach jest cisza jak makiem zasiał. Średnio o 19:30. A my mamy kilka godzin na normalne życie lub na pracę jeśli ta akurat tego wymaga. Oczywiście skoro świt ekipa jest gotowa do działania. Ale coś za coś – albo wieczór masz z bańki, albo wieczór masz dla siebie, a ranek poświęcasz dzieciakom, żeby trochę Ciebie miały w ciągu tygodnia.

2. Karma standaryzowana? Tylko dla psa.
Jedzenie w słoiczkach? Łatwiejsze życie? Nic bardziej błędnego. Po pierwsze uzależniasz się od podaży tego co jest dostępne w sklepach. Jak pojedziesz w nieznane i nie będzie słoiczków – biada Ci. Po drugie jedzenie słoiczkowe jest tak bezsmakowe, że “dzieciaki słoiki” często nie chcą jeść zwykłego jedzenia. Znam kilka takich delikwentów, którzy obiadu domowego nie przyjmą. I klops. Nie twierdzę przy tym, żeby gotować frykasy specjalnie dla dzieci. My gotujemy dla nas i dla dzieciaków często to samo. Od kiedy maluchy mają po kilka zębów, mogą swobodnie już wszystko jeść. Oczywiście warto tak bardzo nie przyprawiać, ale można porcję mniejszą tego samego jedzenia np. upiec obok z mniejszą ilością przypraw. Takie podejście ma jeszcze jedną zaletę – dzieci są otwarte na nowe smaki i poprostu lepiej jedzą.

3. Matka Polka zrywa zmycz.
Teraz trochę o mamach, bo w polskiej kulturze, one są pod szczególnym nadzorem. Matka Polka nie musi być niewolnicą swojego losu. Lepiej nawet jak nie jest, wtedy dzieciaki bardziej korzystają. Nie namawiam tu do kontynuowania kariery na pełnych obrotach, ale warto to przeanalizować – czasem rezygnacja z kariery po urodzeniu dziecka może być rezygnacją z realizacji części swoich potrzeb. Chodzi tu jednak o więcej. Bycie matką to ważna rola, ale najważniejsze jest to, aby nie przestawać realizować swoich hobby. Musisz na nie znaleźć czas, inaczej radość z dzieciaków będzie mniejsza. Poza tym dzieci wcale nie lubią jak się na nich zbyt mocno koncentrujesz – często gorzej się rozwijają, są mniej otwarte na nowe doświadczenia i na znajomości z innymi dzieciakami. Relację mama <> dziecko prowadź rozsądnie i nie zapomninaj o swoich zainteresowaniach. Regularnie znajduj na nie czas. To zasada szczęśliwej mamy i roześmianego dziecka.

4. Ojcze nie zdziadziej.
Tata wraca z pracy i musi się poświęcić rodzinie lub gdy jest przemęczony zasiada przed “pudłem” i ma wszystko w nosie. Ani jedna ani druga opcja nie jest rozsądna. Ojciec rodziny to nadal człowiek, który do niedawna był księciem na białym rumaku, fighterem i człowiekiem pełnym energii. Teraz ma poczucie winy, że chciałby nadal robić coś fajnego, a powinien coś mniej fajnego. Pamiętaj Ojcze, dbaj o siebie. Dbaj o swoje zainteresowania. Realizuj je jednak tak, żeby Twoja druga połówka nie zgnuśniała od samotności, szczególnie w przypadku gdy zajmuje się dziećmi pełnoetatowo w domu. Uzgodnijcie oboje ile czasu każde z was potrzebuje na swoje fanaberie i dbajcie nawzajem, żebyście je regularnie realizowali. To was utrzyma w dobrej formie psychicznej i w dobrej wzajemnej relacji. A to jedyne wysokooktanowe paliwo dla związku.

5. Praca popłaca.
Matko Polko – rezygnujesz z pracy? Pomyśl dwa, trzy, cztery razy czy warto. Dlaczego? Dlatego, że dzieci to wydatek i Ojciec Rodziny będzie miał na swoich barkach świadomość, że musi na tą rodzinę sam zarobić, a to stresuje. Dlatego też, że jak będziecie zarabiać we dwoje to dywersyfikujecie ryzyko utraty przychodu – tak w sytuacji zwolnienia jak i w sytuacji choroby. Dlatego w końcu, że jak wychodzisz do pracy, to zostawiasz “sielankę” życia familijnego za sobą, łapiesz odpowiedni dystans do problemów domowych i oddech, którego czasem bardzo brakuje. Praca też często poprawia Twoje relacje z dziećmi, bo jesteś więcej dla nich gdy jesteś z nimi. I Twoje relacje z partnerem, bo nie wyczekujesz na niego w domu jak na zbawienie, podczas kiedy on z idąc z pracy marzy o tym żeby mieć w końcu święty spokój.

6. Nie żyłuj silnika.
Dzieci to partner do sparingów. To masa energii i to w końcu stale przybywający na wadze ciężar. Żeby podołać rosnącym wymogom tych małych dyktatorów, trenuj swój silnik, swoją formę i chęć do działania. Dopinguj się do ruchu, sportu i dobrze się odżywiaj. Nie imprezuj zanadto. Tak, niestety dzieci to trudny temat dla imprezowiczów. Trzeba się trochę wysypiać, żeby mieć siłę na dzieci, pracę, partnera i jeszcze szczyptę życia.

7. Prezenty sieją zamęty. Basta!
Nie rozpieszczaj dzieci. Tak, wiem, wchodzisz do sklepu pełnego zabawek i chciałbyś kupić za jednym zamachem pięć zestawów Lego, elektryczną kolejkę i kilka innych gadżetów, z których sam pewnie będziesz miał większą radochę niż Twoje rozrabiaki. Dowcip w tym, że im więcej takich upominków bez okazji trafi w ręce Twojego dyktatora, tym gorsza twa dola. Dzieciom upominki kupuj tylko przy dobrej okazji – urodziny, dzień dziecka, święta i takie tam. Reszta prezentów tylko od wielkiego dzwonu i to jak rzeczywiście coś jest potrzebne z uwagi na rozwój dziecka. Inaczej biada Ci przy każdej wizycie w każdym napotkanym sklepie – począwszy od gigantycznych zabawkowych królestw, a skończywszy na sklepiku osiedlowym, który kusi pomniejszymi gadżecikami. Podobnie jest ze słodkościami. Gdy są w domu, to dawkuj rozsądnie. W sklepie nie kupuj “prosto do paszczy”. To równia pochyła w najmniej pożądanym kierunku.

8. Nie kupuj apartamentu w wieżowcu.
Kupując mieszkanie przy okazji powiększenia rodziny już planuj gdzie małe motorki potworki będą wychodzić “na trzepak”. W dzisiejszej rzeczywistości stałego strachu o dzieci podsycanego makabrycznymi historiami, w których lubią się pławić media, istotne jest abyś wybrał takie mieszkanie, które a. wychodzi bezpośrednio na podwórko, b. ma rozsądny punkt obserwacyjny podwórka. To ważne, abyś swojego dziecka nie trzymał w czterech ścianach, bo ono potrzebuje kumpli bez nadzoru rodziców. To też ważne, abyś miał spokój ducha nie puszczając dzieciaka tam gdzie go nie widzisz. Mieszkasz w domu? Czadowo, masz wybieg dla źrebaków. Niestety nie ma wtedy kumpli pod ręką, z którymi można szaleć do woli. Ja z perspektywy mamy pięciolatka podpisuję się rękami i nogami pod opcją mieszkania na parterze z wyjściem na zamknięte podwórko. Daje spokój ducha i święty spokój. Oba na wagę złota.

9. Nie odtrącaj pomocnej dłoni. Każdą łap.
Będąc rodzicem korzystaj z pomocy gdzie się da i ile się da. Babcie, dziadkowie, ciocie, przyszywane ciocie. Kto chętny na spędzenie pięciu minut z Twoim słodkim bobasem, niech korzysta, zapraszaj z otwartymi rękami. Nie broń dostępu do dziecka. Masz mniej doświadczenia nich niejedna z tych cioć, nie zadbasz szczególnie lepiej o Twojego malca. A będziesz mieć pięć minut spokoju, a czasem i cały weekend. Przy jednym dziecku to jeszcze łatwo przychodzi. Przy trzech już gorzej. Nie tak łatwo znaleźć kogoś kto podoła takiej zgrai. Dlatego też korzystaj z każdej nadarzającej się okazji.

Pozostań sobą. Poprostu. Amen.
Pamiętaj – dziecko to najlepsza inwestycja w Twoim życiu. Inwestycja w optymizm na codzień, w skuteczną blokadę kiepskich nastrojów, w lepsze postrzeganie otaczającej Cię rzeczywistości. To też ciężka inwestycja, w którą inwestujesz sporo swoich nerwów i pilnie dotąd strzeżonego rozbuchanego ego. Mądrze podejdź do tej inwestycji, a nie będziesz miał poczucia że tracisz cokolwiek mając dzieci. Wręcz przeciwnie, zyskasz stopę zwrotu w postaci energii do działania, pewności siebie i poczucia, że jesteś królem świata, który ma najwierniejszych poddanych gotowych podążyć za Tobą tam gdzie wyznaczysz kierunek. Dbaj jednak Królu przede wszystkim o siebie, a będziesz rządzić po wsze czasy.

Podobała Ci się lektura? Poleć znajomym! Niech skorzystają!
Zapraszam też do czytania innych wpisów M&L, komentowania i udostępniania 🙂