7 prostych kroków do wolności finansowej – czy to aż tak proste?

Gdyby to było takie proste. Tylko 7 kroków żeby osiągnąć finansową niezależność! To chyba raczej maraton, prawda? Jak to często bywa, do napisania tekstu skłoniła mnie ostatnio przeczytana książka. Tym razem była to „Money – Mistrzowska gra” Anthony’ego (Tony’ego) Robbinsa. Kim jest ten Robbins? A kojarzycie tych motywatorów, coachów, którzy prowadzą szkolenia o tym jak poprawić swoje życie/osiągnąć sukces/znaleźć własną drogę w życiu/blablabla? No to Tony jest z nich najlepszy, najsławniejszy, najbogatszy i w ogóle jest „naj”. Faktem jest, że facet przeszkolił już miliony ludzi na całym świecie i że z jego usług korzystają gwiazdy sportu, polityki, sceny muzycznej czy polityki. Wszyscy wypowiadają się o nim z uznaniem i szacunkiem. Właśnie taki gość zabiera się za tak ważny temat jak pieniądze. Podtytuł jego książki to „7 prostych kroków do finansowej wolności”. Wydaje się to proste, prawda? Czemu więc te siedem prostych kroków opisał w 800-stronnicowej cegle? No cóż, musiał je przedstawić w swoim stylu. A to oznacza sporo motywacyjnych gadek i dygresji o życiu, pasji, byciu lepszym, dawaniu innym itd. Spokojnie można było skrócić tę książkę o jakieś 300 stron. Ale przejdźmy do sedna, czyli czy warto ją przeczytać i czy naprawdę osiągniemy te finansową wolność. Nie, nie mam zamiaru jej wam streszczać i odwalić robotę za was. Jeżeli ja musiałem przebrnąć przez te 800 stron, wy też musicie 🙂 Od razu powiem, że tekst jest pisany dość prostym językiem i nie ma tam żadnych matematycznych wzorów. Robbins zwraca uwagę na tak ważne kwestie jak samą decyzję o rozpoczęciu inwestowania oraz oszczędzania. Pisze też, o jakże ważnym, inwestowaniu w siebie. Piętnuje wysoko-prowizyjne fundusze inwestycyjne i podaje przykłady jak nawet niewielki różnice w prowizjach (np. 2% zamiast 3%) mają kolosalny wpływ na nasze wyniki inwestycyjne w długiej perspektywie czasowej (przy dużym kapitale, mogą one sięgnąć setek tysięcy złotych!). To wszystko fajne, ale na kolejnych stronach wychwala pod niebiosa takich asów świata inwestycji jak Carl Icahn czy Ray Dalio (fakt, ten gość to mistrz, założyciel fundusze hedgingowego Bridgewater Associates), którzy w swoich funduszach kasują ogromne prowizje od inwestorów. Dziwne. A propos prowizji. Robbins dość mocno poleca fundusze indeksowe jako formę długoterminowych inwestycji. Zgadzam się z nim. Fundusze indeksowe to takie, które inwestują w akcje danego indeksu (np. amerykański S&P500) i odzwierciedlają jego wyniki. To jedna z najbardziej pasywnych form inwestowania. W długim terminie jednak (np. 20 lat), mogą dać naprawdę fajne wyniki. Ciekawostka: w Stanach, prowizje za kupno tego typu funduszy kształtują się (w zależności od indeksu) od 0,1% do 0,7%. W Polsce? Na razie oferta jest bardzo uboga (znalazłem dwie instytucje finansowe, które je oferują u nas…może słabo szukałem i jest ich więcej) ale jak już są, to prowizje zaczynają się od 1,5%! Chyba u nas te indeksy dają zarobić więcej jeżeli musimy więcej za to płacić! 🙂

W „Money…” Robbins dość mocno poleca kilka firm, które oferują polecane przez niego produkty. Raczej bym to zlekceważył, gdyż w kilku z nich ma on udziały. Ale facet dość umiejętnie nakręca czytelnika do dalszej lektury. Od samego początku zachęca nas, że przedstawi jedyną w swoim rodzaju, niezatapialną strategię alokacji kapitału (czyli podziału swoich inwestycji na koszyki np. 30% w akcje, 20% obligacje, 10% gotówka itd.) stworzoną przez Ray’a Dalio (tego gościa od Bridgewater). No cóż, jak się w końcu dokopałem do tej strategii (tzw. „Na Każdą Porę Roku”) to się trochę zawiodłem. Nie będę zdradzał szczegółów, ale to po prostu szeroko znana alokacja kapitału z większą wagą na obligacje (czyli w bardziej bezpieczne inwestycje). Ciekawym rozdziałem mógł być ten, w którym to Robbins publikuje krótkie wywiady z supergwiazdami rynków finansowych (min. Ray Dalio, Paul Tudor Jones, John C. Bogle, Kyle Bass, czy Marc Faber. Jeżeli nie znacie tych osób, to migiem wyguglujcie!). Mógł być…wywiady są raczej krótkie i nie aż tak pouczające.

No dobra, nie chcę do końca krytykować tej książki. Siedzę w finansach już kilkanaście lat i ciągle się uczę. Wydaje mi się jednak, że w miarę ogarnięta osoba w sprawach finansowych, znajdzie kilka luk do wypełnienia w tej książce. Dzieje się tak, gdy osoba będąca specjalistą w jednej dziedzinie (coach od spraw życiowych) zabiera się za raczej obcą mu tematykę. Nie zrozumcie mnie źle. Bardzo dobrze, że taka lektura powstała. Może zachęci ona do oszczędzania i inwestowania wiele osób. Ci z was, którzy niewiele mieli do czynienia z inwestycjami, powinni po tę pozycję sięgnąć. Niewiele jest na rynku książek o tej tematyce. Jednak ci z was bardziej zaawansowani inwestycyjnie (albo tacy z was, którzy się za takich uważają J) raczej nie znajdą tam wiele nowych informacji. Znajdziecie natomiast masę motywacyjnej gadki!

Prawda jest następująca: nie ma żadnych prostych kroków do wolności finansowej! Są same trudne. Trzeba po prostu ostro zapierniczać. Efekty nie będą widoczne od razu. Przykro mi, że zabijam wasz entuzjazm, ale taka jest prawda. Nie da się zbudować majątku na kilku prostych zasadach czy czytając książkę za ok. 70 złotych. Można jednak spróbować. Droga do wolności finansowej? Długa i wyboista. Jednak do zrobienia. Jak? Samodyscyplina, chęci, poświęcenie i cierpliwość. Brak kapitału? Bzdura. Kwestia czasu na jego zdobycie. Niektórym z was zajmie to szybciej, innym dłużej, ale będąc konsekwentnym można zbudować przez okres kilku lat ładną bazę pod przyszłe inwestycje. A poniżej moje 7 kroków do wolności finansowej. Prawdziwe, śmieszne, optymistyczne, nierealistyczne:

  1. Nauczcie się oszczędzać – usiądźcie na tyłku i przeanalizujcie tylko ostatni miesiąc. Zobaczcie, na jakie głupoty wydaliście pieniądze. Czasami to nawet parę stów, prawda? A teraz pomnóżcie to razy 12 i macie kwotę roczną. Po prostu, co miesiąc odkładajcie jakąś z góry ustaloną kwotę. Wpada pensja? Od razu zapłaćcie rachunki i 200 stówy na konto oszczędnościowe.
  2. Inwestujcie – oszczędzać to sobie można na jakiś cel (wakacje, zakup samochodu, mieszkania, pralki itd…). Nie da się zwiększać osobistego majątku tylko oszczędzając. Te pieniądze trzeba inwestować. Pieniądze zarabiają gdy są w ruchu. Boicie się ryzykownych inwestycji typu akcje, kontrakty terminowe czy forex? Spokojnie, jest wiele długoterminowych instrumentów finansowych, które mogą spełnić wasze oczekiwania. Musicie tylko wiedzieć czego chcecie.
  3. Edukujcie się – poświęćcie trochę czasu na naukę o rynkach finansowych i inwestycjach. Dowiedzcie się jak funkcjonują różne instrumenty finansowe, co to procent składany, jak osiąga się zyski na różnego rodzaju inwestycjach itd. Myślicie, że jak wasza kasa leży na lokacie to zarabiacie? Pewnie, jest bezpieczna (i cześć naszych inwestycji powinna być w lokatach) ale nie wzbogacicie się. Dajecie kasę do funduszy inwestycyjnych i to jest wasza polisa na przyszłość? Zarządzający funduszami przyniosą wam ogromne zyski? Wiecie w ogóle jak działają i zarabiają tego typu fundusze? Im więcej wiecie, tym lepsze decyzje inwestycyjne będziecie podejmować.
  4. Kupujcie kupony totolotka jak jest kumulacja – i co z tego, że szansa na trafienie szóstki jest jak 1 do miliardów? Ktoś tam zawsze trafia raz na jakiś czas. Zamiast kupić piwo, za 3 złote macie szansę stać się milionerami!
  5. Znajdźcie bogatego partnera – albo chociaż takiego co ma bardzo zamożnych rodziców. Wtedy będziecie ustawieni do końca życia!
  6.  Idźcie do kasyna i na ruletce postawcie wszystkie oszczędności na kolor czarny – czarny pasuje do wszystkiego i wyszczupla. A czerwony taki agresywny, co nie? J
  7. Inwestujcie w swoje dzieci – jeżeli je macie. Jeżeli nie, sprawcie je sobie! Jeżeli wam nie uda się wzbogacić na jednym z powyższych 6 punktów, może waszym dzieciom się uda! I wtedy wam coś skapnie 🙂

Pierwsze 4 punkty sam zaliczam. Punkt 5 nie był dla mnie istotny przy szukaniu partnerki życiowej, którą swoją drogą, już znalazłem 🙂 Punkt 6 na razie sobie odpuszczam (lubię hazard, ale aż tak nie chcę ryzykować), a punkt 7 przede mną.

A jak u was? Znacie jakąś krótką drogę do bogactwa i niezależności finansowej?

 

Grafika: freeimages.com/david simmonds