10 zasad rozmowy kwalifikacyjnej, dzięki którym dostałem obecną pracę

Ah, proces rekrutacyjny. Któż z nas przez niego nie przechodził lub sam go prowadzi. Dla wielu koszmar, dla innych frajda. W każdym bądź razie, temat rzeka, na który można pisać książki. Jak to u mnie wyglądało z obecnym pracodawcą? Właśnie wróciłem ze Stanów i szukałem roboty. Cefałki wysyłałem w różne miejsca i jednym z pracodawców co się odezwał był mój obecny. Co śmieszne, aplikowałem na stanowisko analityk rynków finansowych (taki gość co pisze analizy oraz występuje w mediach). Zaprosili na rozmowę, to idę. Przyznaję, firmy wcześniej nie znałem. W ogóle mało znałem polski rynek ale jako, że tradingiem się interesowałem (oraz zajmowałem) to na rozmowę do domu maklerskiego wybrałem się z wielką przyjemnością. Na analizie rynków finansowych znałem się tak dobrze jak na chirurgii plastycznej, czyli nic. Jednak na rekrutacji trafiłem na Monię (pozdrawiam! buziaki!) i Robsona. Rozmowa się kleiła i mimo mojego kompletnego braku wiedzy wypadłem na tyle dobrze (zadziałał chyba mój urok osobisty), że Moni zadzwoniła! Jednak nie z propozycją objęcia stanowiska anala, ale na uzupełnienie składu Działu Sprzedaży. Stwierdziłem, że czemu nie? Gdzieś trzeba zacząć jako junior. Wyrobie sobie nazwisko, zdobędę doświadczenie i w parę lat otworzę swój hedge fund (ja z Ameryki przybyłem! Tam hedge fundy to trzepią taką kasę…). Później miałem jeszcze rozmowę z Dyrektorem Sprzedaży oraz z Prezesem! Tak tak, firma była jeszcze takiej wielkości, że to sam prezes musiał zaakceptować moją kandydaturę na juniorskie stanowisko w Dziale Sprzedaży! Zacząłem więc na junior dealerze i to była kapitalna decyzja. Prezes się nie pomyliłJ Dziś jestem gdzie jestem i sam prowadzę rozmowy rekrutacyjne. I właśnie o tym jest ten wpis. Dział HR. Nie wiem jakie wy macie doświadczenia z działem HR w waszej pracy, ale ja to podziwiam dziewczyny. Matko, ja bym tak nie mógł. Kiedy szukamy pracowników do nas do firmy, to trafiają do nas już przefiltrowane cefałki przez dziewczyny z HRu (pozdro dla Moni i dwóch Agnieszek! Jesteście wielkie!). Umawiamy na rozmowy i zabawa się zaczyna. Kiedyś sam brałem udział w procesach rekrutacyjnych, teraz sam je prowadzę. Przez te kilka lat nazbierało się wiele historii i doświadczeń. Niektóre z nich naprawdę śmieszne, niektóre przerażające. Nie zdawałem sobie sprawy z jak ciężko jest wybrać odpowiedniego kandydata. Ile to zdrowia czasami kosztuje, matko jedyna. Ogromny szacuj, respekt, high five dla dziewczyn (no bo głownie dziewczyny, prawda?) z HRu. Love you! Bez was bym chyba oszalał. Czasami się zdarza, że idealnego kandydata znajdujemy od razu (zdarzały mi się błędy w ocenie ludzi, oj tak). Najczęściej jednak, zajmuje to tygodnie ( a czasami i miesiące). Pomyślałem więc o swoich doświadczeniach w tym temacie. Zastanowiłem się po prostu, czemu mnie się udało a czemu sam prowadząc rozmowę kwalifikacyjną dostaję (czasami) szału. Są pewne zasady, które mnie pomogły, a innych pogrążają. Pewnie wydadzą wam się one logiczne i powiecie sobie, że to oczywista oczywistość, ale kurde…Wierzcie mi, że z kandydatami bywa bardzo różnie. Poniższa wyliczanka dotyczy raczej młodych osób gdyż wydaje mi się, że ci z doświadczeniem takie rzeczy wiedzą (w niejednej rekrutacji uczestniczyli). Dlaczego więc Moni zdecydowała się dać mi szansę (wmawiam sobie, że to ona mnie chciała zatrudnić a nie Robson:)) Dlatego, że:

  1. Nie skłamałem na CV – nawet nie wiecie ile osób podaje nieprawdziwe informacje na swoich CV. Nie mówię tu o doświadczeniu zawodowym czy skończonej uczelni ale o takich sprawach jak: znajomość języków obcych (mieliście kandydata z języki angielskim jako „bardzo dobry w mowie i piśmie” a potem nie potrafiącym wydukać odpowiedzi o hobby?), kompetencje („megazajefajne kompetencje sprzedażowe” – a potem taki kandydat odpowiada na pytanie tylko w dwojaki sposób: tak lub nie) czy zainteresowania („Rynki finansowe” – a kandydat nie wie kto jest prezesem NBP…). Ja swoje CV miałem nie za bogate, ale ciekawe. Studiowałem w USA, grałem wyczynowo w tenisa, znałem język hiszpański (mieszkałem cztery lata w Kolumbii). Wydałem się pewnie interesującą osobąJ ale wszystkie informacje były prawdziwe.
  2. Pojawiłem się na rozmowie – że co??? No tak, normalnie. Zadzwonili do mnie, powiedzieli kiedy mam wpaść, to wpadłem. Teraz jak szukam kogoś do zespołu to zdarza się, że umówiony kandydat po prostu nie przyjdzie. Jeszcze lepiej – czasami nawet nie da znać, że nie przyjdzie. Normalnie kosmos. A podobno tak ciężko o pracę u nas….
  3. Nie spóźniłem się na rozmowę – ba, pojawiłem się wcześniej. Teraz jakoś punktualność nie jest w cenie. Zdarza się, że to ja czekam na kandydata, który nawet nie dał łaskawie znać, że się spóźni. Pewnie, są sytuacje losowe, które mogą spowodować obsuwę. No ale kultura chyba nakazuje poinformować       potencjalnego pracodawcę? Przecież starasz się o pracę!
  4. Założyłem garnitur – aplikowałem do domu maklerskiego więc wydawało mi się logiczne, że tak po prostu trzeba. Nie wyobrażacie sobie co teraz młodzi ludzie zakładają na siebie, gdy przychodzą na rozmowę kwalifikacyjną. Kobiety faktycznie mają tu lepiej – niezależnie co założą, i tak wyglądają dobrze:) Ale facet musie prezentować się profesjonalnie. Zdarzało mi się rozmawiać z kandydatami (którzy docelowo mieli też spotykać się z klientami czy reprezentować firmę na różnego rodzaju konferencjach czy szkoleniach), którzy przyszli w jeansach, bojówkach, t-shirtach, adidasach…makabra. Mówi się, że „szata nie zdobi człowieka”. Guzik prawda. Jak najbardziej liczy się pierwsze wrażenie. Nie tylko gdy chcesz poderwać dziewczynę (bo tu jeszcze możesz liczyć na humor, urok osobisty i na farta), ale przede wszystkim gdy chcesz wywrzeć wrażenie na potencjalnym pracodawcy.
  5. Przygotowałem się do rozmowy – chyba każdy HRowiec Ci to powie. Gdy idziesz na rozmowę o pracę, poczytaj o firmie, o tym co oferuje klientom (produkty, usługi) i na Boga, przeczytaj samo ogłoszenie o pracę! Ja może i nie wiedziałem za wiele (jeszcze!) o analizie rynków, ale wiedziałem czym się firma zajmuje. Wiedziałem co oferuje klientom. Wierzcie mi, to czasami wystarczy bo pytanie „czy przejrzał Pan/Pani naszą ofertę?” pada bardzo często na rekrutacji. A wystarczy wejść na stronę internetową danej firmy….
  6. Uśmiechałem się i patrzyłem prosto w oczy – to się sprawdza nie tylko gdy szukacie pracy w dziale sprzedaży. To działa na wszystkich. Sam tak mam, że o wiele lepiej rozmawia mi się z kandydatem (a kandydatką jeszcze lepiej) gdy jest pozytywnie nastawiona i nie ucieka wzrokiem. To pokazuje nie tylko pewność siebie ale też takie pozytywne spojrzenie na świat. A chcecie pracować z pozytywnymi ludźmi, prawda?
  7. Nie udawałem kozaka gdy czegoś nie wiedziałem – cenię szczerość. Pracuję w branży finansowej, która tak mówiąc szczerze, jest różnie odbierana przez społeczeństwo (to dyplomatyczne stwierdzenie). Sam staram się jednak trzymać wyższych standardów etycznych, nie tylko dlatego że tytuł CFA (o tym jeszcze napiszę…) ode mnie tego wymaga, ale po prostu najważniejsze co człowiek w tej branży posiada, to reputacja. Więc gdy czegoś nie wiem, przyznaję się. Na rozmowach rekrutacyjnych co prowadzę wielu naprawdę tak kombinuje, że aż boli. Pewnie, czasami fajnie jest jak ktoś kombinuje i próbuje wybrną z trudnej sytuacji. Najczęściej jednak, brak wiedzy powoduje, że się pogrąża. Nie róbcie tego. Jest to śmieszne.
  8. Nie przyklejałem nosa do sufitu – ależ mamy teraz wielu ludzi „co to nie ja”. Pewność siebie jest ważna, nie tylko w takiej branży jak finanse czy inwestycje (gdzie ma się do czynienia z klientami) ale też w życiu. Ale uważanie siebie za mistrza świata inwestycji gdy dopiero co wytarło się to mleko pod wąsem chyba nie jest na miejscu. Niestety, pokora to cecha, której brakuje wielu ludziom starającym się o pracę. Ja, gdy starałem się o pracę byłem po studiach w USA (yeah baby!) i miałem już dwa lata doświadczenia jako analityk finansowy w firmie produkcyjnej (Continental Tires – kiedyś o tym opowiem) ale wiedziałem, że to będzie moja pierwsza praca w Polsce więc nie udawałem światowca. W obecnej erze globalizacji, mamy zbyt wielu światowców.
  9. Nie żądałem 20 tysięcy na rękę – to jest dla mnie zagadka. Wiem, że trzeba się cenić. Wiem również, że jak ktoś robi swoje i robi to dobrze, to kasa i tak przyjdzie (prędzej czy później). Nie wszyscy to jednak kumają. Mam na rozmowie osobę tuż po studiach na niby w znanej uczelni, dwa bezpłatne staże w doświadczeniu, może jakaś licencja maklerska (mimo, że nie potrafi odpowiedzieć na pytania o to kto jest prezesem NBP w Polsce czy jaki jest obecny poziom stóp procentowych w Polsce…pytania w stylu „must know” dla finansisty) i żądanie 6 tysięcy na rękę (sama pensja, bez bonusa). Normalnie, wow. Ja nie wiem, ale chyba komuś się w tyłku poprzewracało. Ja byłem po studiach zagranicznych (w tym niestety niedokończone MBA), 2 lata doświadczenia w pracy, 2 języki (angielski i hiszpański perfect) i nie krzyknąłem kosmicznej kwoty. Zacząłem pracę za mniej niż 3 tysiące brutto z wizją niepewnej premii. Owszem, na rozmowach mam kandydatów, którzy skromnie podchodzą do tematu wymagań finansowych ale niestety jest wielu takich co naprawdę przesadzają. Nie wiem z czego to wynika ale muszą pamiętać, że firmy w Polsce oferują produkty bądź usługi a nie drukują pieniądze na pensje. Do tego, od czegoś (na początek normalna pensja?) trzeba zacząć.
  10. Byłem sobą – to chyba najbardziej znana rada jaką kumpel może dać facetowi gdy ten spyta jak poderwać dziewczynę, czyli „bądź sobą” (czasami, to oczywiście absurd). Więc ja, jak na randce, byłem sobą. Nie oszukiwałem, nie próbowałem grać kogoś innego (aczkolwiek już nie raz słyszałem, że byłbym świetnym aktorem, głównie komediowym). Z doświadczenia wiem, że kandydaci próbują odgrywać kogoś kim nie są. I jak na randce z dziewczyną, w końcu to wychodzi. Jest wstyd wtedy prawda?

Powyższe punkty to tak naprawdę standard. Przynajmniej wydają się standardami. Jeżeli jednak prowadzicie rekrutację, to wiecie, że wielu kandydatów nie spełni tak podstawowych wymagań. Nie oceniam tu konkretnych ludzi ale raczej piszę o tym czego doświadczyłem przez te kilka lat. Te banały powyżej mogą uratować tyłek wielu z was. Nie robie z siebie mędrca rekrutacji, mistrza zatrudniania wybitnych osób. Uważam, że zespół, który skompletowałem jest fantastyczny. Nie ustrzegłem się jednak pomyłek i błędów. To były cenne doświadczenia. Wciąż jestem młody i piękny więc się uczę. A wy? Jakie macie doświadczenia z rekrutacji?

 

Grafika: freeimages.com/Robert J